Kolporter nie ujawnia na razie szczegółów, ale wiadomo, że druga wersja czytnika eClicto – w przeciwieństwie do czytnika sprzedawanego obecnie – ma mieć bezpośrednie połączenie z internetem, więcej funkcjonalności i być szybsza w obsłudze. Urządzenie kieleckiej spółki może mieć jednak konkurenta. Nad wprowadzeniem własnego e-czytnika myśli też – jak dowiedział się DGP – spółka NetPress Digital, która prowadzi w sieci m.in. sklep z audiobookami i e-książkami – Nexto.pl.

– Testujemy dostępne e-czytniki. Wiemy, że nasz na pewno powinien mieć połączenie z siecią komórkową 3G. Ale jest za wcześnie, by mówić, kiedy go wprowadzimy. Może to się stać jeszcze w tym, ale równie dobrze dopiero w roku następnym – powiedział DGP Bartłomiej Roszkowski, prezes NetPress Digital. Przed wprowadzeniem czytnika wciąż powstrzymuje go zbyt mały rynek e-booków w Polsce. Według niego, wartość sprzedanych e-książek szacować można na około 6–7 mln zł.

O wejściu na ten rynek myślą już kolejne firmy. Wśród nich są operatorzy komórkowi, którzy trzymają w swoich rękach dostęp do internetu, potrzebny do swobodnego korzystania z e-booków. Według informacji DGP, jeden z czołowych operatorów pracuje właśnie nad koncepcją własnego sklepu z e-bookami. – W porównaniu do tradycyjnego rynku książki wydania elektroniczne to wciąż ułamek – dodaje Piotr Marciszuk, szef Polskiej Izby Książki i prezes wydawnictwa Stentor.

Ale to będzie się zmieniać. Zdaniem Bartłomieja Roszkowskiego, ubiegłoroczne wprowadzenie przez Kolportera własnego czytnika eClicto ożywiło rynek i wywołało pozytywny szum wokół e-czytników. – Wpłynęło to na większe zainteresowanie e-książkami. Jednak e-booki wciąż nie przekroczyły istotnej bariery, po której stają się produktem masowym.Największą barierą wciąż jest cena. Ponad 800 zł, jak na polskie warunki, to za dużo. Ceny e-czytników będą spadać, ale musimy jeszcze na to poczekać – dodaje Bartłomiej Roszkowski.

Wydawcy zaczynają już dostrzegać zainteresowania e-książkami i poszerzają swoją ofertę. – Nie chcemy przespać rozwoju tego rynku. Sam zachęcam wydawców, by rozwijali swoją ofertę. Ale powoli, bo nie ma powodów do pośpiechu. Dostępność książek wciąż jest mała, a sposób korzystania z nich wciąż daleki od wygody. Poza tym rynek książki drukowanej ma się dobrze i rośnie – dodaje Piotr Marciszuk.

Wydawcy traktują sprawę na tyle poważnie, że w ubiegłym roku w Polskiej Izbie Książki stworzyli sekcję poświęconą e-bookom. Część branży wciąż jest pełna obaw. – Książki już dzisiaj są przedmiotem piractwa, a my boimy się, by po udostępnieniu całej oferty w formie elektronicznej zjawisko to nie nabrało jeszcze większej skali – dodaje Piotr Marciszuk. Do rozwijania e-oferty nie zachęcają też koszty – na wydania elektroniczne trzeba wykupić np. dodatkową licencję. – Nie możemy narzekać na brak zainteresowania ze strony wydawców współpracą z nami – mówi Maciej Topolski.

W USA, gdzie rynek e-booków może osiągnąć w tym roku wartość 0,5 mld dol., wydawcy tradycyjni mają więcej powodów do obaw z utrzymaniem swoich najbardziej dochodowych autorów. Stephen R. Covey, jeden z czołowych pisarzy bestsellerów poświęconych biznesowi, gdy ogłosił pod koniec 2009 roku, że przenosi prawa do wydawania w formie e-booków ostatnich hitów do Amazonu, twórcy czytnika Kindle. Od każdej sprzedanej książki autor dostanie 50 proc., u starego wydawcy miał 25 proc.