Jednym z nich były obawy inwestorów przed tym, iż wkrótce w Chinach zostanie zacieśniona polityka pieniężna, co może osłabić wzrost popytu podmiotów z tego kraju m.in. na surowce, w tym ropę naftową. Jeden z pierwszych kroków ku temu został uczyniony w minionym tygodniu, kiedy to bank centralny Chin podniósł poziom stopy rezerwy obowiązkowej dla chińskich banków. Chińskie władze monetarne ponadto sprzedawały bony skarbowe o wysokim oprocentowaniu, by osłabić wzrost akcji kredytowej w bankach.

>>> Czytaj także: Zima niewiele zmieniła popyt na ropę

Drugim z czynników psychologicznych decydujących o spadku „czarnego złota” był wzrost temperatur w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej oczekiwano, że ostra zima w USA będzie znacząco zwiększać zapotrzebowanie na olej opałowy, wytwarzany z ropy naftowej, pośrednio przyczyniając się również do wzrostu popytu na surowiec. Za zniżką notowań „czarnego złota” przemawiał również czynnik fundamentalny w postaci cotygodniowych danych z USA o jego zapasach. Dane te wskazały na wzrost zasobów surowca o 3,7 mln baryłek, podczas gdy oczekiwano, iż zwiększą się one o 1,5 mln. Amerykanie zabezpieczyli się w ten sposób na wypadek ewentualnego powrotu ostrzejszej zimy.

Na początku minionego tygodnia ceny miedzi odnotowywały spadki pod wpływem publikacji przez koncern Alcoa wyniku finansowego za czwarty kwartał 2009 roku. Spółka wykazała stratę netto w wysokości 1,19 mld USD, czyli 1,49 USD na akcję, co istotnie pogorszyło sentyment inwestycyjny Na przestrzeni tygodnia notowaniom miedzi nie sprzyjał także sukcesywnie umacniający się dolar, co sprawia, że denominowane w nim ceny surowców stają się mniej atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych. Presję spadkową na notowania tego metalu wywierał także rosnący poziom zapasów w magazynach monitorowanych przez Londyńską Giełdę Metali – osiągnął on najwyższą wielkość od połowy lutego ubiegłego roku. Obawy o dalszy popyt na ten surowiec zrodziła także decyzja centralnego banku Chin, który podniósł stopę rezerw obowiązkowych. Zaostrzenie polityki monetarnej szybko jednak przestało być czynnikiem spychającym ceny miedzi w dół, gdyż ostatecznie zostało odebrane przez rynek jako normalny krok banku centralnego w sytuacji poprawy tempa wzrostu gospodarczego. Dodatkowo pozytywnym impulsem na zakończenie tygodnia był spadek zapasów miedzi po raz pierwszy od końca października 2009 roku. Jednak w dalszym ciągu znajdują się one w okolicach 11-miesięcznego maksimum i nie należy interpretować tego zdarzenia jako sygnału do trwałego odwrócenia tendencji. 

Dość ciekawie w ubiegłym tygodniu prezentował się rynek kontraktów terminowych na sok pomarańczowy. Niespodziewane przymrozki na Florydzie zrodziły ogromne obawy, że zniszczeniu ulegną uprawy pomarańczy, a prognozy meteorologiczne nie zapowiadały poprawy. Floryda jest obok Kalifornii największym USA regionem upraw tych owoców, a groźba nieudanych plonów przełożyła się na gwałtowny skok cen kontraktów terminowych na sok pomarańczowy. Jednak jak w większości przypadków okazało się, że strach ma tylko wielkie oczy i w momencie nadejścia ocieplenia, notowania marcowej serii tych instrumentów powróciły do poziomu sprzed wydarzeń.