Wczorajsza sesja warszawskiej giełdy rozpoczęła się niemrawo. Zakupom nie sprzyjały nie najlepsze prognozy wzrostu gospodarczego Niemiec oraz słabsze od prognoz wyniki kwartalne amerykańskiego Citibanku. Dopiero pod koniec sesji zaczął się większy ruch, wywołany dobrym początkiem notowań w USA, gdzie rosły ceny akcji spółek technologicznych. Dzięki temu WIG20 poszedł w górę o 0,98 proc. i osiągnął poziom 2489,42 pkt i pobił dotychczasowy rekord z 11 stycznia.

>>> Polecamy: Citigroup stracił w IV kwartale 2009 roku 7,6 miliarda dolarów

Wzrost indeksu przełożył się na obroty – wyniosły one 1,15 mld zł. W porównaniu do kiepskich sesji styczniowych jest to sporo więcej, ale w stosunku do ubiegłego roku ten wynik nie jest imponujący. Zwłaszcza, że od początku stycznia obroty wyniosły zaledwie 11 mld zł. W grudniu obroty spółek z WIG20 wyniosły 19,6 mld zł, gdy jeszcze w październiku sięgały 25 mld zł.

Niepewność na rynku

– Inwestorzy nie chcą podejmować znaczących decyzji i na rynku panuje duża niepewność. Takie sytuacje zdarzały się w 2009 roku. Po wejściu na nowe poziomy cenowe inwestorzy przez jakiś czas przyzwyczajali się do nich, po czym następował większy ruch indeksu. Widać było to na przykład w maju – mówi makler jednego z największych krajowych domów maklerskich. Przemysław Smoliński z DM PKO BP mówi, że ze wskazań analizy technicznej wynika, iż w najbliższych miesiącach na giełdzie dojdzie do spadków. Zniżki mogą potrwać do przełomu trzeciego i czwartego kwartału, a WIG20 znaleźć się w przedziale między 1700 a 2000 pkt.

Nie oznacza to, że spadki rozpoczną się już wkrótce. Sytuacja w najbliższym czasie zależy od tego, czy WIG20 przebije poziom 2500 pkt, indeks w ciągu miesiąca może dotrzeć w okolice 2700 pkt. Jeśli natomiast zejdzie poniżej wsparcia na 2425 pkt, to najbliższe wsparcie znajduje się w okolicach 2373–2390 pkt. Analitycy DI BRE z kolei spodziewają się, że w najbliższych dniach WIG20 będzie jeszcze rósł i w styczniu dojdzie do 2500–2550 pkt. I na tym skończą się wzrosty, bo potem nadejdzie korekta o 10–15 proc.

Więcej szansy na zarobek i w dłuższym terminie daje inwestorom Wojciech Białek z CDM Pekao.

Odrobina optymizmu

– Wydaje mi się, że z obecnej konsolidacji WIG20 wybije się górę. Zwyżka, która zaprowadzi indeks do 2700 punktów, może zakończyć się w marcu. Jestem optymistą, bo widzę na horyzoncie bardzo dobre dane z gospodarki światowej i polskiej, które będą po części efektem z porównań z danymi sprzed roku. Jednak potem, do maja, rynek może oddać całość zysków z I kwartału – mówi analityk CDM Pekao.

Zwraca uwagę, że zakończenie hossy w marcu jest o tyle prawdopodobne, że aż trzykrotnie długotrwałe wzrosty na polskim rynku załamywały się w tym miesiącu. Stało się tak w 1994, 1998 i w 2000 roku. Impuls do spadków przyjdzie z USA, gdzie podaż pieniądza zaczyna spadać z rekordowych ubiegłorocznych poziomów. Jej wzrost w 2009 roku był efektem interwencji Fed. Wtedy jednak kurcząca się gospodarka nie potrzebowała aż tak dużej ilości pieniędzy.

– W tym roku nastąpi odwrotny proces. Z powodu ożywienia zapotrzebowanie na pieniądze w realnej gospodarce będzie rosło, ale te potrzeby zderzą się ze spadającą dynamiką przyrostu podaży pieniądza. To wymusi wzrost rynkowych stóp procentowych, a w konsekwencji reakcje amerykańskiego Fed, który będzie gonił stopy rynkowe. To powinno spowodować odessanie z rynków finansowych środków potrzebnych do obsługi realnej gospodarki – mówi Wojciech Białek.

OPINIE

Tomasz Korab, wiceprezes Opera TFI

Od lutego–marca 2009 roku na giełdzie tak naprawdę nieprzerwanie utrzymują się wzrosty. Korekta prędzej czy później nastąpi, a wywołają ją spadki za granicą. Dane płynące z gospodarki i wyniki spółek za IV kwartał ubiegłego roku powinny wypaść dobrze ze względu na korzystną bazę porównawczą z IV kwartału 2008 r., kiedy szalał kryzys, a w Japonii produkcja spadała o 30 proc. r/r. Baza porównawcza będzie więc na tyle niska, że spółki mogą pokazać nawet kilkudziesięcioprocentowe dynamiki wzrostu zysków lub przychodów. Rynki urosły na tyle, że uwzględniają takie odbicie wyników. Wydaje mi się, że takie dane nie będą w stanie wesprzeć rynków na tyle mocno, aby wygenerować kolejną fazę wzrostową. Obstawiam, że I kwartał zakończy się ujemną stopą zwrotu z rynków akcji. Moim zdaniem rozważni inwestorzy powinni zacząć ograniczać ryzyko. Dla klientów funduszy oznacza to przenoszenie się do mniej ryzykownych podmiotów, np. z funduszy akcji do podmiotów aktywnej alokacji, zrównoważonych lub stabilnego wzrostu.

Robert Nejman, zarządzający funduszem Gandalf SFIO w MCI Capital TFI

Punktem zwrotnym dla giełd mogą być publikowane w przyszłym tygodniu dane o amerykańskim PKB za IV kwartał. Oczekiwania co do wysokości tego wskaźnika makroekonomicznego są bardzo wysokie. Po dobrych danych ze Stanów Zjednoczonych na giełdach mogą rozpocząć się spadki, bo trudno oczekiwać, aby w kolejnych kwartałach gospodarka amerykańska pokazywała tak dobre wyniki, a giełdy dyskontują przyszłość. Sądzę, że aby ograniczyć ewentualne straty, inwestorzy giełdowi powinni pomyśleć o zacieśnianiu zleceń stop loss, czyli zleceń sprzedaży, które aktywują się kiedy kurs posiadanych akcji spadnie poniżej określonego wcześniej poziomu. Chodzi o ustalenie poziomu tych zleceń bliżej aktualnych kursów akcji niż do tej pory. Na rynku zbyt długo nie doszło do większej korekty. To sprawia, że ewentualna korekta może być silniejsza niż poprzednie, na przykład z jesieni 2009 roku.