Fundusze nie mają ostatnio wielu powodów do radości: krzywo patrzy na nie minister pracy, źle o nich mówi szef resortu finansów. Zarządzający OFE mają czego się bać, bo najwyraźniej politycy mają ochotę na ich pieniądze.

Nic dziwnego, że w branży nastroje nie są najlepsze. Grube miliony, które w ostatnich latach zarabiały OFE, przechodzą już do historii. Na domiar złego trzeba oszczędzać, bo kryzys nadszarpnął kondycję nawet takich krezusów jak OFE.

>>> CZYTAJ TEŻ: OFE nadal inwestują głównie w banki, energetykę i sektor budowlany

Wygląda to tak, jakby cały świat uwziął się na fundusze emerytalne. Każdy czegoś od nich chce: pieniędzy, udziału w prywatyzacji, większej troski o finanse publiczne. OFE to teraz chłopiec do bicia.

Tymczasem powinno być odwrotnie. Branża, która ma pod swoją opieką nie tylko pieniądze przyszłych emerytów, ale również pokaźne kwoty zdolne sporo namieszać na rynku, nie może być co chwila oskarżana o nie wiadomo jakie grzechy. OFE dysponuje miliardami w akcjach spółek giełdowych czy ulokowanymi w papierach skarbowych. To potężny gracz, który – nawet jeżeli popełnia błędy – pełni ważną rolę na całym rynku. Nie tylko zresztą finansowym.

>>> CZYTAJ TEŻ: Zamiast liczyć na pieniądze z OFE lepiej oszczędzać