W ciągu pierwszych 3 kwartałów 2009 r. polski eksport do ChRL wzrósł o 7 proc., podczas gdy nasz import z tego kraju zmniejszył się o 14 proc. – Spadek importu to m.in. efekt ograniczenia zamówień na chińskie komponenty elektroniczne ze strony firm japońskich i koreańskich, które zainwestowały w naszym kraju – mówi radca Andrzej Pieczonka, kierownik Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Konsulatu Generalnego w Szanghaju.

Trzeba determinacji

Ze względu na uwarunkowania handlowe, organizacyjne i mentalność partnerów w Chinach na pozycję rynkową pracuje się całymi latami, stosując długookresową strategię, która musi być wsparta odpowiednią dozą determinacji – podkreśla szef WPHiI Konsulatu Generalnego w Szanghaju.

– Dlatego wśród polskich podmiotów, które mają ustaloną pozycję na rynku, są przede wszystkim firmy z branży maszyn górniczych, przemysłu materiałów budowlanych, przemysłu maszynowego, chemicznego, półproduktów spożywczych, sprzętu komunikacyjnego. Liczymy jednak, że niedaleka przyszłość przyniesie np. wzrost eksportu artykułów spożywczych. Mamy nadzieję, iż nasz kraj uzyska pozwolenie na eksport mięsa do Chin – dodaje nasz rozmówca.

Obszarem szerszej współpracy powinna stać się również energetyka. Podstawą polskiego sektora energetycznego, podobnie jak i chińskiego jest węgiel kamienny. Wymogi ochrony środowiska powodują, iż zarówno Polska jak i Chiny w swoich planach, rozwojowych zakładają zwiększenie udziału źródeł odnawialnych oraz modernizację dotychczasowych instalacji.

Długotrwałe procedury

Dla eksporterów wielu towarów zasadniczą trudnością są długotrwałe procedury dopuszczające konkretny towar do obrotu na rynku wewnętrznym. Dotyczy to sprzedaży m.in. mięsa, kosmetyków czy lekarstw. Dla dostawców sprzętu inwestycyjnego istotną przeszkodą jest wciąż dość długi proces decyzyjny ze strony chińskich partnerów. Polskim producentom artykułów rynkowych, nawet znanych w Europie, wejście na rynek utrudnia brak marki, a jej wykreowanie w Chinach to proces długi i kosztowny.

Inwestorom czy handlowcom nie ułatwia zadania długotrwały proces załatwiania wszelkich formalności w urzędach (rejestracja, dopuszczenie, liczne certyfikaty) i często niejasna interpretacja obowiązujących przepisów. Dla małych i średnich polskich firm przeszkodą są także wysokie koszty prowadzenia działalności w tym odległym państwie. – Sam koszt przylotu do Pekinu, Szanghaju bądź Kantonu i udziału np. w imprezach targowych stanowi poważne obciążenie dla budżetu niewielkich podmiotów – podkreśla Andrzej Pieczonka.

Wiele problemów firmom oferującym zarówno maszyny i urządzenia, jak i towary rynkowe nastręcza wciąż kwestia ochrony własności intelektualnej. Wszystko to nie przekreśla jednak możliwości prowadzenia udanych interesów, o czym świadczy wieloletnia aktywność w Chinach firm z innych państw członkowskich UE (głównie z Niemiec, Francji, Holandii i Wielkiej Brytanii).

Pierwsze polskie JV

Jednym z polskich przedsiębiorstw obecnym na rynku chińskim od wielu lat, jeszcze od czasów, gdy obowiązywały umowy rządowe, a państwowe centrale handlu zagranicznego zastępowały mechanizmy rynkowe, jest Rafako. – Z uwagi na specyfikę tego rynku Rafko, jako jedna z pierwszych polskich firm, zdecydował się na założenie w 1994 r. spółki JV – Sanbei–Rafako Ltd. w mieście Zhangjiakou (prowincja Hebei) – wspomina Krzysztof Burek, wiceprezes zarządu spółki ds. handlowych.

– Naszym partnerem jest inna firma produkująca kotły. Spółka mająca kapitał ok. 7,4 mln dol., na początku wytwarzała na bazie naszych projektów kotły małej mocy. Od kilku lat jednak coraz większe znaczenie mają sektory związane z technologiami odnawialnymi, a w szczególności energetyka wiatrowa.

Spółka ta zajmuje się rynkiem chińskim samodzielnie, ale również wspiera Rafako np. przy składaniu ofert dla klientów chińskich. – Największą przeszkodą w działaniu na rynku chińskim jest z jednej strony duża bezwładność decyzyjna tamtejszych klientów i przywiązanie do centralnego sposobu podejmowania decyzji, a z drugiej – rozmiary tego rynku i duża liczba firm i oferentów, którzy stwarzają bardzo dużą presję cenową. Dodatkowym utrudnieniem jest też fakt, że poziom technologii w urządzeniach oferowanych przez firmy lokalne jest niższy od tego, co oferują takie firmy jak Rafako. Utrudnia to kalkulowanie konkurencyjnej ceny – dodaje Krzysztof Burek.

Centrum ekspansji na Azję

W listopadzie ub.r. w specjalnej strefie ekonomicznej Nantong koło Szanghaju budowę zakładu produkcyjnego rozpoczęła Grupa Selena. – Jest to obecnie nasze największe przedsięwzięcie na rynku chińskim, a także największa polska inwestycja w tym kraju – akcentuje Krzysztof Domarecki, prezes Selena FM. – Produkcja w tym zakładzie ruszy pod koniec 2010 r. Selena jest pierwszym polskim inwestorem w strefie Nantong. Nakłady związane z inwestycją Seleny Nantong wyniosą około 30 mln zł.

Pierwszą inwestycją Seleny na rynku chińskim była spółka joint–venture Foshan Chinuri Selena Chemical Co. Ltd założona w 2007 r. wraz z partnerem koreańskim. Chinuri zajmuje się produkcją uszczelniaczy (silikony, akryle, etc.) na rynek chiński oraz krajów Azji Południowo–Wschodniej. Również w 2007 r. Selena utworzyła w Chinach handlową firmę– Selena Shanghai Trading Co. Ltd. Spółka oferuje uszczelniacze i kleje wytwarzane w zakładzie Foshan Chinuri oraz piany poliuretanowe sprowadzane z fabryki w Polsce, głównie pod dobrze znaną u nas marką Tytan.

– W strategii Seleny Azja jest regionem strategicznego inwestowania i budowy pozycji rynkowej – podkreśla prezes Domarecki. – Chiny są największym rynkiem Azji, a już niedługo będą także największym rynkiem na świecie w dziedzinie artykułów chemii budowlanej. Kraj ten stanowi dla Grupy Selena kluczowy rynek dla realizacji strategii rozwoju na najbliższe lata. Docelowo Selena planuje stworzenie w Chinach centrum ekspansji geograficznej na pozostałe kraje Azji Południowo–Wschodniej i wyspy Pacyfiku.

– Pozycję rynkową w Chinach chcemy budować w oparciu o przewagę jakościową naszych produktów, europejskie technologie produkcji oraz szeroki asortyment w poszczególnych grupach produktowych (piany, uszczelniacze, kleje). Naszym atutem jest własna działalność badawczo–rozwojowa, którą prowadzimy nie tylko w zakładach w Europie, ale również w Chinach i USA – wyjaśnia prezes Seleny.

Chiny w stosunkowo niewielkim stopniu odczuły wpływ kryzysu ogólnoświatowego, dlatego nie dostrzegamy istotnej różnicy w prowadzeniu działalności biznesowej. – Dzięki licznym inwestycjom popyt na materiały budowlane wciąż rośnie i trend ten będzie się utrzymywał przez najbliższe lata. Dużym wyzwaniem pozostają natomiast różnice kulturowe, które dla wielu firm zachodnich są największą barierą i które sprawiają, że ryzyko prowadzenia działalności biznesowej w Chinach jest nadal duże – mówi prezes Domarecki.