Z zadowoleniem stwierdzam, że tym razem resort edukacji konsultował się nie tylko ze środowiskami nauczycielskimi, ale zasięgnął także opinii przedsiębiorców i ich organizacji. Przedsiębiorcy, którzy kształcą uczniów w swoich zakładach i zatrudniają absolwentów szkół zawodowych, najlepiej przecież zdają sobie sprawą, jaką wiedzę należy przekazywać młodym ludziom, aby stali się potem cenionymi na rynku pracy fachowcami.

Liczę, że nasze postulaty zostaną uwzględnione w ostatecznym projekcie zmian, a nie będą tylko uprzejmie wysłuchiwane. Nie chciałbym, aby powtórzyła się historia sprzed 10 lat, kiedy to podczas prac reformujących szkolnictwo nie wzięto pod uwagę zdania przedsiębiorców kształcących młodzież w swoich firmach.

Owocem tamtej reformy, z którym musimy sobie radzić do dziś, jest oderwane od rzeczywistości liceum profilowane. Miało ono zająć miejsce zasadniczej szkoły zawodowej, dając absolwentom i zawód, i maturę. W rzeczywistości jednak nauka zawodu w tych szkołach została zmarginalizowana a tysiące młodych ludzi ukończyło edukację, będąc niedostatecznie przygotowanymi do wykonywania zawodu.

W środowisku małych przedsiębiorców obserwujemy wśród młodzieży coraz częstszą tendencję, aby najpierw zdobyć konkretny zawód, a dopiero potem wspinać się po kolejnych szczeblach wykształcenia. Jak wskazują doświadczenia innych krajów europejskich – to właściwy kierunek. W tym kontekście należy pamiętać, że szkoła zawodowa to zarówno instytucja przygotowująca do wejścia na rynek pracy, ale również etap edukacji, który daje możliwość dalszego kształcenia. Dlatego tak ważne jest znalezienie równowagi między nauką praktyczną i teoretyczną zawodu oraz wiedzą ogólną.

W 2008 roku resort edukacji wyszedł z propozycją przedłużenia o rok ogólnego kształcenia kosztem nauki zawodu. Ministerstwo chciało, aby nauka zawodu w technikum i zasadniczej szkole zawodowej, zamiast od pierwszego roku, rozpoczynała się dopiero w drugim roku nauki.

Nic dziwnego, że powszechnej krytyce poddaje się zarówno model technikum z rozszerzonym programem nauki przedmiotów ogólnych, jak i model zasadniczej szkoły zawodowej, w której kształcenie praktyczne – wg MEN – mogłoby być realizowane zaledwie przez jeden dzień w tygodniu. Pomysł ten dotyczy wprawdzie tylko pierwszej klasy (w której uczeń szkoli się teraz dwa dni w tygodniu u pracodawcy), ale ta propozycja to kolejny już znak braku zrozumienia dla potrzeb przedsiębiorców.

Czy pracodawca zechce wiązać się umową o pracę w celu przygotowania zawodowego z młodocianym pracownikiem, który przyjdzie do jego zakładu tylko raz w tygodniu? Czy taka nauka zawodu przyniesie w ogóle jakieś efekty? A przecież solidne wykształcenie zawodowe to być albo nie być zarówno dla naszej młodzieży, która chce zdobyć pożądane na rynku pracy kwalifikacje, jak i dla pracodawców, którzy bez odpowiednio przygotowanych kadr nie będą w stanie rozwijać swoich firm.

Warto o tym pamiętać, aby ostatecznym przegranym nie została polska gospodarka.