Inwestorzy z Wall Street początkowo w czwartek nie byli całkowicie przekonani, w którą stronę powinien podążyć rynek, ponieważ z jednej strony przed sesją poznali zaskakująco dobre wyniki banku Goldman Sachs, oraz spółek eBay i Starbucks, ale z drugiej strony rozczarowały informacje z rynku pracy. Rozstrzygającą rolę odegrała przemowa Baracka Obamy, w której prezydent USA zaprezentował propozycję nowych regulacji systemu bankowego. Zakłada ona przede wszystkim ograniczenie rozmiaru banków (aby uniknąć ratowania kolejnych instytucji "zbyt dużych by upaść") oraz wprowadzenie surowszych wymogów kapitałowych (spaść powinien udział kapitału pochodzącego z innych źródeł niż depozytów). Przyczyniło się to natężenia realizacji zysków na rynku akcji, a na rynku walutowym umocniło dolara. 

Złoty był w piątek rano wart znacznie mniej niż na początku tygodnia - dolar i euro podrożały o ok 9-10 groszy (odpowiednio do 2,88 PLN i 4,09 PLN), nieco wolniej na wartości zyskiwał frank, którego wyceniano w piątek na 2,77 PLN. 

Trudno powiedzieć, czy właśnie obserwowaliśmy tzw. "sesję odwrotu" na Wall Street - najprostsze narzędzia analizy technicznej (średnie kroczące) sugerują, by zamykać krótkoterminowe pozycje. Nawet jeśli trend wzrostowy będzie kontynuowany, obowiązkiem każdego racjonalnie postępującego inwestora powinno być obecnie ustawienie zleceń obronnych i odpowiedzenie na pytanie: "jakie maksymalne straty (np. licząc od obecnych poziomów) jestem gotów zaakceptować?". W piątek w Azji także dominowała podaż - NIKKEI spadł o 2,6 proc.

Przewidziane na dzisiaj publikacje makroekonomiczne nie powinny wnieść istotnych zmian w postrzeganiu przez inwestorów kondycji europejskiej gospodarki. Ekonomiści szacują, że w grudniu 2009 r. sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii była o ok. 3 proc. wyższa niż przed rokiem, a w przypadku nowych zamówień w sektorze przemysłowy w strefie euro prognozy mówią o spadku o 7 proc. r/r, co byłoby o połowę lepszym wynikiem niż miesiąc temu. 

Nie dalej, jak we wczorajszym komentarzu sugerowałem, że kwestią czasu jest, kiedy usłyszymy zapewnienia, iż członkowstwo Grecji w strefie euro jest niezagrożone. Dzisiaj agencja Bloomberg przytoczyła wypowiedź przewodniczącego Banku Grecji i członka ECB George'a Provopouls'a, który stwierdził, że "przyszłość gospodarcza Grecji jest nierozwiązywalnie przytwierdzona do masztu, jakim jest euro".