Pierwszy roboczy tydzień nowego dziesięciolecia charakteryzowała interesująca równoczesna obecność mas zimnego i gorącego powietrza. Zimne powietrze płynęło z Arktyki i z Syberii; gorące – z ust liderów biznesu. To pierwsze ma – o dziwo – rozgrzewające działanie. To drugie przejmuje mrozem.

Falę śniegu i lodu, która uderzyła w Europę i USA, powszechnie uważa się za niekorzystną dla gospodarki. Pracownicy nie mogą dotrzeć do pracy albo muszą zostać w domu i zajmować się dziećmi, ponieważ przewrażliwieni nauczyciele uznali, że oblodzone place zabaw są niebezpieczne. Ci nieliczni, którzy zjawili się w pracy, trawią godziny na gapieniu się przez okno na śnieg i rozmyślaniu, jak, do licha, dostaną się do domu.

Tymczasem, prawdę mówiąc, nie ma dowodów na to, że zimna pogoda powoduje jakiekolwiek koszty dla gospodarki. W raporcie, opublikowanym w zeszłym tygodniu przez centrum badań gospodarczych Centre for Economics and Business Research, czytamy, że w tym sensie wpływ pogody jest znikomy: straty wydajności nadrabia się szybko, zwłaszcza, gdy gospodarka nie pracuje na pełnych obrotach.

Ja natomiast uważam, że prawdziwy obraz jest jeszcze bardziej optymistyczny. Atak zimna może zgoła zwiększyć wydajność, ponieważ podnosi morale pracownicze i to na cztery sposoby. Zacznijmy od tego, że sam fakt, iż udało ci się dotrzeć do pracy, sprawia, że czujesz się jak bohater. Jeszcze nie zdjąłeś płaszcza (oraz czapki, rękawiczek, szalika, kaloszy itp.), a już wygrałeś z pogodą – i ten poranny sukces wprawia cię w zwycięski nastrój. Po wtóre, pogoda pozwala umacniać więź między współpracownikami: oto macie interesujący wszystkich temat rozmowy. Od czasu, gdy skończył się turniej „The X Factor”, każdy ogląda w telewizji co innego i trudno o temat do konwersacji. A tu, proszę – w zeszłym tygodniu ostatnie dziesięć minut programu upływało mile na porównywaniu trudności w pokonywaniu lodu w dzielnicach Muswell Hills i Colliers Wood. Był to konkurs dzielności, który z punktu widzenia wzmacniania więzi międzyludzkich można porównać do szkolenia z zakresu pedagogiki przygody – w dodatku za darmo i bez konieczności wysłuchiwania specjalistycznego żargonu.

Po trzecie, wydajność wzrasta, ponieważ dobrze jest być w biurze, gdy na dworze mróz. Miło wejść z zimna do ciepłego pomieszczenia – zwłaszcza że rachunki za ogrzewanie płaci ktoś inny. I ostatni, czwarty powód: pod wpływem doznania, jakim jest przemarznięcie, krew zaczyna krążyć szybciej, a wówczas mamy wrażenie aktywności. Może właśnie dlatego w krajach o zimnym klimacie wydajność jest wyższa niż w ciepłych?

W zeszłym tygodniu, gdy już dotarłam do pracy i pochwaliłam się stanem schodów w moim domu (silnie oblodzone!), uznałam, że najwyższa pora wziąć się do pracy i poważnie zastanowić się, co też nowy rok przyniesie firmom. Na początek przeczytałam w „FT” wywiad z Alanem Middletonem, szefem PA Consulting, który powiedział: „Sądzę, że 2010 rok będzie do pewnego stopnia kontynuacją 2009 roku.” Jeżeli miał na myśli, że doradcy będą nadal sprzedawać bełkot jako mądrość, to już udowodnił, że ma rację. Potem zabrałam się do Allana Leightona rady dla przedsiębiorców na nowy rok. „Niepewne czasy wymagają przywódców skoncentrowanych na celu, nastawionych pozytywnie i zdecydowanych... Firmy powinny dostosowywać się do nowych realiów, działać energicznie i proaktywnie, szukając nowych dróg posuwania się do przodu. Starajcie się przetrwać i rozkwitać”.

>>> Polecamy: Raport: Atak zimy

Ostatecznie można by wybaczyć dwóm Al (l) anom te banały i uznać, że wina leży zarówno po stronie pytania, jak i odpowiedzi. W pewnych dziedzinach prognozowanie ma sens (na przykład, ile śniegu spadnie w nocy), a w innych nie ma. Pogoda się zmienia, natomiast nie zmieniają się cechy dobrych firm. W którym to roku radzono przedsiębiorstwom, by traciły cel z pola widzenia, cofały się w rozwoju, więdły i umierały?

W poszukiwaniu pożyteczniejszych prognoz weszłam na stronę Urzędu Meteorologii. Niestety, nie dostrzegłam tam ani śladu koncentracji na zadaniach: w środę rano ciągle jeszcze „wisiała” wtorkowa prognoza pogody. Wobec tego poczytałam sobie, jako lekturę zastępczą, zakres zadań rady dyrektorów. „Rola naszych kierowników polega na skutecznym wytyczaniu kierunku, kierowaniu i zarządzaniu Urzędem Meteorologii w celu zapewnienia realizacji krótko-, średnio- i długookresowych celów... Członkowie... kierownictwa działają jako zwarty kolektyw, połączony wspólnym interesem, jakim jest realizacja naszych celów...” Praca zarządu nie powinna polegać na wydmuchiwaniu gorącego powietrza – niech nam lepiej powiedzą dokładnie, kiedy się skończą mrozy!