Na rynku przewozów czarterowych trwa wojna na ceny. Jej sprawcą jest LOT Charters, oddział odpowiedzialny za przeloty czarterowe w PLL LOT. Firma w obawie przed nasilającą się konkurencją i możliwością utraty klientów zaproponowała touroperatorom tak niskie ceny, przy których inne linie czarterowe w ogóle nie chciałyby usiąść do stołu negocjacyjnego.

Konkurencja spoza Unii

Największa walka toczy się na tzw. niskokosztowych połączeniach czarterowych, czyli na najbardziej popularnych trasach urlopowych, jak np. Egipt. W tym przypadku ceny zaniżają przewoźnicy spoza Unii, którzy otrzymują dotacje z budżetów swoich państw macierzystych. W efekcie, stawka za przelot jednego pasażera nierzadko nie przekracza 240 dol. To mało. Z naszych informacji wynika, że LOT Charters zszedł nawet poniżej tego poziomu. Linia wycina z tras czarterowych nawet przewoźników egipskich.

Atrakcyjność oferty LOT Charters potwierdzają biura podróży. Na współpracę z LOT-em w tym roku zdecydowały się m.in. Exim Tours czy Triada. – O wyborze tego przewoźnika zadecydowała niska cena oraz dobry serwis – zaznacza Piotr Czorniej z Exim Tours. Konkurenci państwowego przewoźnika uważają, że LOT bardzo traci na takiej współpracy. – Nie da się z nimi konkurować, bo oni w ogóle nie patrzą na koszty. Nam w żaden sposób nie opłacałoby się latać za te pieniądze – mówi anonimowo jeden z szefów konkurencyjnej firmy. – W jaki sposób mam skomentować taką opinię? Oferujemy najlepsze ceny i wygrywamy wyścig o klienta – odpowiada Dorota Haller, dyrektor marketingu PLL LOT.

Nowym przewoźnikom w takiej sytuacji pozostaje tylko znalezienie niszy na rynku. Na rynku wciąż są segmenty, takie jak np. loty na Wyspy Kanaryjskie, które dają dobrze zarobić. Na dłuższych trasach nie ma bowiem tak wielu lokalnych firm chętnych do kooperacji. Właśnie na takie kierunki liczą trzy nowe linie, które przygotowują się do wejścia na polski rynek. Już wiosną mają zacząć latać Yes Airways, FlyLAL oraz Enter Air. O dużym wyborze na rynku mówią też touroperatorzy. Przyznają, że dzięki konkurencji wreszcie można wynegocjować atrakcyjne ceny. Szacuje się, że na rynku czarterowym działa już ponad 20 przewoźników. – To nie zmienia faktu, że nasz rynek czarterowy jest wciąż o dziesięć lat z tyłu za zachodnioeuropejskimi, a firmy oferujące dobrą jakość podróży za przyzwoitą cenę są w mniejszości – uważa Mariusz Szpikowski, prezes Air Italy.

Komfort będzie ważniejszy

Jednak nie ma wątpliwości, że w najbliższych latach będzie się to zmieniać. Na to liczy Jacek Łyczba, prezes Yes Airways. Według niego w przyszłości Polacy coraz częściej nad niską cenę przekładać będą komfort podróży, zwłaszcza na odległych i egzotycznych kierunkach, które będą coraz częściej wybierać. Eksperci podkreślają, że polski rynek turystyczny wciąż jest atrakcyjny dla zagranicznych linii czarterowych i można oczekiwać, iż będą one sukcesywnie wchodzić na nasz rynek. Wejście kolejnych graczy wymusi jeszcze większą presję do obniżania cen przez funkcjonujących już na rynku przewoźników, także na mniej obleganych do tej pory trasach.

Biorąc pod uwagę, że udział ceny biletu w całkowitym koszcie wycieczki może sięgać nawet 50 proc., tańsze przeloty dają duże szanse obniżek cen zagranicznych urlopów. Nie jest wykluczone, że już w nadchodzącym sezonie letnim niektórzy touroperatorzy zaskoczą klientów promocjami. Dotyczy to jednak najwyżej pojedynczych wyjazdów na wybranych kierunkach. Obniżki na szerszą skalę są możliwe najwcześniej w 2011 roku. – Prawdziwą wojnę może wywołać wejście na polski rynek dużego przewoźnika z co najmniej kilkoma samolotami. Nowi, którzy wchodzą obecnie, nie mają takiej floty – mówi Piotr Czorniej. To powoduje, że są mało konkurencyjni względem LOT Charters, nawet gdyby zaproponowali jeszcze niższe ceny.

Piotr Henicz, wiceprezes Itaki, podkreśla, że możliwe są najwyżej kilkuprocentowe obniżki cen. Chyba że wejście nowych przewoźników zbiegnie się z umocnieniem złotego. Wówczas spadki cen mogą być bardziej odczuwalne. W tym roku, jak uważa, należy oczekiwać, że wynegocjowane w liniach lotniczych obniżki posłużą biurom podróży do poprawy ich wyników finansowych.

Najpierw pokryją straty

Ubiegły rok, który spowodował drastyczny spadek popytu na zagraniczne wyjazdy, spowodował, że większość biur podróży zanotowała stratę. Swoje zrobił też wysoki kurs euro.

W wielu przypadkach touroperatorzy zagapili się i nie przewalutowali cen na złote, sprzedając wycieczki w euro. Obniżenie kursu złotego wobec europejskiej waluty znalazło odbicie w drastycznym pogorszeniu przychodów. W skrajnych przypadkach firmy odnotowały nawet 50-proc. spadek przychodów. – Kolejna walka na przychody może dla wielu z nich oznaczać kłopoty finansowe – mówi Jacek Dąbrowski, dyrektor finansowy w Triadzie.