Po dużym sukcesie emisji euroobligacji, gdy resort sprzedał papiery za 3 mld euro (popyt wynosił około 7 mld euro), prawdopodobnie jeszcze w I kwartale ministerstwo wejdzie na rynek amerykański. Do sprzedania będą papiery o wartości około 1 mld dol.

Będą nowe emisje

Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego Ministerstwa Finansów, mówi DGP, że już emisja euroobligacji załatwiła sprawę tegorocznego finansowania obsługi zagranicznej części długu. A to oznacza, że ministerstwo nie będzie plasować papierów za granicą za wszelką cenę. – Udowodniliśmy po raz kolejny, że mamy efektywny dostęp do głębokiego rynku zagranicznego. Zakładamy, że w tym roku będziemy obecni na rynku dolara, franka szwajcarskiego i jena. Nie wykluczamy też emisji typu private placement w euro. Możemy elastycznie wybierać rynki i czas przeprowadzenia oferty – mówi dyrektor Marczak.

Dodaje, że resort nie rezygnuje z przeprowadzenia kolejnych ofert za granicą. – Możemy je nadal przeprowadzać, aby odciążać finansowanie na rynku krajowym. Zapewne nie będzie jednak konieczności przeprowadzania kolejnych emisji zagranicznych tak dużych, jak ostatnia – mówi Piotr Marczak.

Strategia ministerstwa jest prosta: maksymalnie wykorzystać dobre warunki rynkowe, by kontrolować ceny sprzedawanych papierów. Emisje za granicą sprzedają się dobrze, bo inwestorzy mają nadal stosunkowo łatwy dostęp do pieniądza, a początek roku sprzyja budowaniu portfeli inwestycyjnych. Polskie papiery są traktowane jako bezpieczniejsze od innych emitowanych w grupie emerging markets, a dotychczasowe nastroje na rynku powodowały ogólny wzrost apetytu na ryzyko.

Elastyczne podejście MF

Ministerstwo Finansów ma komfort w wybieraniu rynków i warunków emisji. I dotyczy to także rynku krajowego. – Nie jesteśmy zdeterminowani do realizacji jednego, twardego scenariusza emisji bez względu na warunki rynkowe. Stworzyliśmy sobie solidne podstawy umożliwiające elastyczne postępowanie. Na bieżąco będziemy podejmować decyzje dotyczące sposobu pozyskiwania środków z rynku długu – mówi DGP Marczak.

Analitycy uważają, że zagraniczna alternatywa dla emisji długu to jeden z powodów bardzo dużego popytu na obligacje sprzedawane w kraju. Po pierwsze, do kraju mogła przenieść się część niezaspokojonego popytu zagranicznych inwestorów, który widać było przy okazji emisji euroobligacji. Tym można tłumaczyć stosunkowo duże zapotrzebowanie na papiery dziesięcio- i dwudziestoletnie, które Ministerstwo Finansów sprzedawało w poprzednim tygodniu, popyt trzykrotnie przewyższył podaż. Po drugie, inwestorzy krajowi też ustawiają się w kolejce po obligacje, póki ich rentowności są stosunkowo wysokie. Zawsze może się bowiem zdarzyć, że MF przeniesie ciężar finansowania za granicę, gdy uzna, że ceny uzyskiwane w kraju go nie zadowalają.

Zagranica ułatwi finansowanie

– Ten punkt ciężkości już przesunął się w stronę finansowania zagranicznego, bardziej niż się spodziewano. Oczywiście nikt nie uwierzy w to, że ministerstwo w większości będzie finansowało potrzeby pożyczkowe za granicą, sprzedając obligacje za waluty obce i wymieniając je potem na złote, ale rynek krajowy z pewnością został odciążony. Informacja o wysokim popycie za granicą przekłada się na rynek krajowy, choć zapewne nie jest to główny czynnik – mówi Piotr Kalisz z Citi Handlowego.

Remigiusz Grudzień z PKO BP dodaje, że realizowanie strategii ministerstwu ułatwia fakt, że emisje zagraniczne są dziś opłacalne. Oprocentowanie papierów emitowanych w kraju jest wyższe niż tych za granicą. – A poza tym koszty obsługi części zagranicznej powinny spadać wraz z umacnianiem się złotego – mówi ekonomista. – Przy tak znaczących emisjach za granicą MF może swobodnie sterować podażą papierów w kraju, co ma wpływ na ich ceny. Większość finansowania nadal będzie jednak w kraju, choćby ze względu na ryzyko kursowe – dodaje.

7 mld euro wyniósł popyt na euroobligacje o wartości 3 mld euro, które resort finansów sprzedawał na początku roku