Znaleźli się wśród nich Lloyd Blakfein, prezes Goldman Sachs, i Jamie Dimon z JPMorgan Chase. Zeznawał nawet Brian Moynihan, szef Bank of America. Dyrektorów Citigroup wśród nich nie było. Ich tajemnicza absencja podczas tego spektakularnego wydarzenia przypomniała, że wiele amerykańskich banków straciło na znaczeniu. Citi, niegdyś największa na świecie firma świadcząca usługi finansowe, wyszła z zeszłorocznego kryzysu finansowego poobijana i kontrolowana przez rząd.

Mając najgorsze skutki spowolnienia gospodarczego za sobą i spłacone należności z tytułu Programu Ratowania Zagrożonych Aktywów (TARP), Citi chce teraz wrócić na należne jej miejsce w branży, w której kiedyś dominowało. Dla Vikrama Pandita, prezesa Citi, strategia jest oczywista: odwrócić losy finansowego giganta poprzez skoncentrowanie się na bezkonkurencyjnej, globalnej sieci bankowości detalicznej i komercyjnej, szczególnie na rynkach wschodzących, przy jednoczesnym wykorzystaniu odrodzenia rynków kapitałowych poprzez dział bankowości inwestycyjnej.

Wyniki za czwarty kwartał pozwalają dostrzec zarysy przyszłości Citi, ale rodzą również liczne pytania, czy często powtarzany przez Pandita cel „zrównoważonego wzrostu” jest rzeczywiście możliwy do osiągnięcia. O ile strata netto Citi zmniejszyła się w porównaniu z rokiem ubiegłym i była zgodna z oczekiwaniami analityków, to przychody już nie. W przeciwieństwie do JPMorgan, który w ostatnich trzech miesiącach roku ograniczył koszty płacowe, by zwiększyć zyski, Citi utrzymał poziom wynagrodzeń na tym samym poziomie.

Wyniki Citi „charakteryzują rozczarowujące przychody i niejednoznaczne trendy kredytowe”, napisał John McDonald, analityk Sanford C Bernstein w raporcie dla klientów.

Straty z tytułu kredytów konsumenckich zmniejszyły się. Bank obniżył portfel zagrożonych aktywów w Citi Holdings i ujawnił plany przetransferowania w bieżącym kwartale kolejnych 61 mld dol. do Citicorp, swojego najważniejszego pionu operacyjnego. Citi obniżyło ogólny poziom wydatków, zwiększając jednocześnie budżety marketingowe w Azji i Ameryce Łacińskiej. Bank spłacił 20 mld dol. z funduszy TARP.

– Wchodzimy w 2010 rok z silnymi fundamentami na przyszłość – powiedział Pandit. Inwestorzy oczekują, że Pandit nie będzie tracił czasu przy budowaniu tych fundamentów. Saudyjski książę Alwaleed bin Talal, jeden z największych akcjonariuszy Citi, przypomniał w ostatnich tygodniach kierownictwu firmy, że poprawa warunków zarówno na rynkach kapitałowych, jak i w gospodarce, zwiększyła oczekiwania co do wyników banku.

Akcjonariusze Citibanku byli dotąd bardzo cierpliwi, ale miesiąc miodowy się skończył – powiedział książę Alwaleed telewizji Fox Business Network. Akcje Citi spadły w zeszłym roku o 1,7 proc., radykalnie kontrastując z wynikami niemal wszystkich głównych rywali. W tym samym 12-miesięcznym okresie kursy niektórych z nich, na przykład BofA i Goldmana, wzrosły dwukrotnie.

Niepewność co do kształtu reformy nadzoru finansowego wciąż kładzie się cieniem na amerykańskim pionie bankowości detalicznej Citi i segmencie kart kredytowych. W ubiegłym roku niektóre piony działu bankowości inwestycyjnej, w tym flagowy oddział papierów dłużnych, nie skorzystały na rynkowej hossie tak bardzo jak rywale.

– W perspektywie krótkoterminowej będziemy dalej skupiać się na stabilnej dochodowości i wzroście oraz wspieraniu globalnego ożywienia gospodarczego – powiedział Pandit. – Wierzę, że mamy wszelkie dane, żeby osiągnąć długoterminowy sukces. Pandit i jego ludzie odzyskają miejsce w elicie Wall Street tylko wtedy, gdy zaczną spełniać te obietnice.