Kryzysowe dotacje inwestycyjne dla firm ze środków unijnych nie są pierwszym wsparciem, które nie może na czas wystartować lub też zostaje tak skonstruowane przez administrację, że jest dla przedsiębiorców całkowicie niestrawne. Pierwszy przykład z brzegu to poręczenia i gwarancje kredytowe, które od jesieni ubiegłego roku są przyznawane przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

Pomysł zacny, ale wykonanie fatalne, czego skutkiem jest znikome zainteresowanie rządową pomocą w uzyskaniu kredytów. Należy się spodziewać, że podobnie będzie z dotacjami kryzysowymi. Mimo że 2 mln zł na inwestycje może skusić wielu przedsiębiorców, to szybko okaże się, że dostęp do nich jest bardzo trudny. A może nawet niemożliwy, bo pieniądze muszą wyłożyć regiony. Te zaś nie będą chciały w ekspresowym tempie przeprowadzać konkursów na specjalne dotacje unijne, skoro mają do rozdysponowania normalne granty dla firm.