Po ogłoszeniu w ubiegłym tygodniu przez Baracka Obamę planu reform Wall Street właśnie banki zdominują tegoroczne Światowe Forum Ekonomiczne w Davos. Dziennik Gazeta Prawna  analizuje tzw. system Davos – mechanizmy, poprzez które na nieformalnych spotkaniach bez kamer uzgadnia się decyzje kluczowe dla światowej ekonomii.

– Taka okazja zdarza się tylko raz w roku. Nigdzie indziej na świecie w jednym miejscu bez kontroli mediów nie spotyka się tak wielu wpływowych ludzi – mówi nam Dariusz Rosati, były szef MSZ, który brał udział w zjazdach w szwajcarskim kurorcie. Styczeń 2010 ma być wyjątkowy. Davos zaplanowano jako spotkanie pojednawcze. W 2009 roku szefowie największych instytucji finansowych, napiętnowani za spowodowanie kryzysu, ostentacyjnie zrezygnowali z przyjazdu do Szwajcarii. W tym roku zjawią się w komplecie.

Będą m.in. prezes Citigroup Vikram Pandit, szef Goldman Sachs Gary Cohn, jego odpowiednik w Morgan Stanley John Mack i kierujący Bank of America Brian Moynihan. Większość z nich liczy, że na wieczornych rozmowach w wąskim gronie w willach wokół Davos uda im się wpłynąć na polityków i utrącić ich pomysły do tyczące zwiększenia kontroli nad bankami. Spotkania w rezydencjach są kluczowe. Co ciekawe, spośród pięciu prezesów JP Morgan tylko dwóch zapowiedziało udział w oficjalnych konferencjach, na które wstęp mają dziennikarze. Większość spraw ma być omawiana z dala od nich. – Na prywatne kolacje dziennikarze nie mają wstępu. Politycy czują się tu o wiele swobodniej, mogą pozwolić sobie na dłuższe rozmowy z biznesmenami – mówi nam Rosati.

Duże banki walczą o życie

Dla amerykańskich bankowców stawka tych rozmów jest ogromna. Obama zapowiedział, że wszystkie amerykańskie banki, których aktywa są większe niż 50 mld dol., zostaną podzielone. Zapowiedział także, że amerykańskie instytucje finansowe będą musiały oddać 117 mld dol. funduszy publicznych, które zostały wyłożone na ratowanie banków przed bankructwem. Gdyby te plany zostały spełnione, oznaczałoby to koniec w obecnym kształcie Goldman Sachs, Bank of America czy JP Morgan. Co prawda Obama nie przyjedzie do Davos osobiście, będą jednak jego najważniejsi współpracownicy na czele z doradcą ds. ekonomicznych Lawrence’em Summersem. I to oni są głównym celem ofensywy finansistów.

Odizolować Obamę

O tym, jak w Davos robi się biznes, mówi DGP były premier Leszek Miller. – Gdy byłem premierem, holenderskie Eureko próbowało zmusić mnie do ustępstw w sprawie prywatyzacji PZU. Wszystko działo się okrężną drogą, poprzez naciski na ówczesnego szefa Komisji Europejskiej Romano Prodiego – mówi Miller. Amerykańscy bankowcy chcą zastosować podobną strategię. Najpierw przekonać europejskich polityków, że pomysł Obamy jest zły, a później za ich pośrednictwem udowodnić, że prezydent USA znalazł się w izolacji. Taktyka może okazać się skuteczna. Żaden kraj Unii nie chce iść śladami Obamy. Prezydent Francji i kanclerz Niemiec pogratulowali jedynie amerykańskiemu prezydentowi odwagi. – Wątpię, aby w Davos bankowcom udało się zmusić administrację Obamy do całkowitego wycofania się z planów reform, jednak całkiem możliwe, że po serii spotkań zostaną one rozmyte. A to dla bankowców i tak będzie niezwykle cenne – komentuje Miller.

W tym roku kluczowa jest również sama oprawa Davos. Nie będzie wystawnych imprez i bankietów. Nie będzie też okazji do zdjęć pokazujących, jak rekiny finansjery – oskarżane o wywołanie kryzysu – pławią się w luksusie. – Informacje o kosztach konferencji pozostają poufne – mówi nam rzecznik World Economic Forum Kia Bucher. Przyznaje jednak, że w tym roku wielu sponsorów zrezygnowało z przekazania dodatkowej kwoty (premium) 500 tys. franków szwajcarskich, ograniczając się do standardowego wsparcia 250 tys. franków. Poza szefem Citibanku, który chce skorzystać z przyjazdu do Europy, aby odwiedzić kilka stolic Starego Kontynentu, żaden prezes banku nie przyleciał do Szwajcarii swoim prywatnym samolotem. Żaden też nie ma zamiaru afiszować się z nartami na stokach. – Jeśli sieci telewizyjne pokażą jednocześnie umierających pod gruzami ludzi na Haiti i bawiących się w Alpach bankierów, żaden polityk nie będzie mógł pójść na rękę prezesom banków – podsumowuje w rozmowie z DGP Nicolas Veron, główny ekonomista brukselskiego Instytutu Breugla.