Nasze kłopoty to efekt braku nowego kontraktu gazowego z Rosją, niedoborów surowca w Polsce, mroźnej zimy i w efekcie większe zużycie błękitnego paliwa. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNIG) przykręca kurek kolejny rok z rzędu. Odbiorcy indywidualni nie są zagrożeni.

Krytyczna sytuacja

Jeszcze w poniedziałek Michał Szubski, prezes PGNiG, informował dziennikarzy, że – mimo mrozów i rosnącego zużycia – spółka realizuje bez zakłóceń dostawy gazu dla przemysłu. Tymczasem już 24 godziny później wysłał do Polic informację o wprowadzeniu ograniczeń. Zakład ten odbiera dziś o około 6 tys. m sześc. gazu na godzinę mniej niż potrzebuje. To ogromna ilość surowca. Dla porównania tyle samo gazu zużywa 40 gospodarstw domowych do gotowania, z tym że rocznie.

Zredukowane dostawy zmusiły spółkę do zmniejszenia produkcji amoniaku i mocznika o odpowiednio 20 i 15 proc. – Sytuacja jest krytyczna, jej następstwem może być ograniczenie sprzedaży mocznika oraz fosforanu amonu na krajowym rynku. Obecnie rewidujemy możliwość sprzedaży tych produktów w krótkim okresie – alarmuje Bogusław Kokotowski, wiceprezes Polic.

Jak wyjaśnia Joanna Zakrzewska z PGNiG decyzja o ograniczeniach została podjęta zgodnie z obowiązującą umową handlową między firmami, która przewiduje możliwość zmniejszenia dostaw.

Police przyznają, że nie ma zagrożenia całkowitym wyłączeniem instalacji amoniaku. – Dzisiaj nie możemy jednak ocenić długofalowego efektu ograniczeń, ponieważ nie znamy horyzontu czasowego zmniejszenia dostaw gazu – zastrzega Rafał Kuźmiczonek, rzecznik Polic.

Kto następny?

Z ograniczeniami liczą się także inni najwięksi odbiorcy gazu, głównie zakłady chemiczne i petrochemiczne. Przedstawiciele PKN Orlen (PKNORLEN) i ZA Puławy (PULAWY) na razie zgodnie twierdzą, że otrzymują gaz bez zakłóceń. To te firmy mogą w następnej kolejności zostać objęte redukcją dostaw. – Obecnie pracujemy na niemal 100 proc. naszych możliwości. Jesteśmy jednak przygotowani na mniejszy pobór surowca, ponieważ z taką sytuacją mieliśmy do czynienia już w 2009 roku i dwa lata temu – tłumaczy Grzegorz Kulik, rzecznik Puław.

Jak się dowiedzieliśmy w ciągu ostatnich ośmiu lat z powodu ograniczeń dostaw gazu Puławy wyprodukowały o 320 tys. ton mniej amoniaku. Jest to niemal roczna produkcja jednej linii wytwarzającej ten produkt. Dramatyzmu dodaje fakt, że właśnie teraz mamy do czynienia ze szczytem produkcji krajowych zakładów azotowych.

Mniejsze dostawy do Puław spowodują ograniczenie mocy wytwórczych – 20 proc. mniej gazu to o 20 proc. mniejsza produkcja. – Poza tym im mniej surowca będziemy otrzymywać, tym niższa będzie efektywność instalacji produkcyjnych, a w efekcie większe zużycie gazu – dodaje. Z ewentualnymi brakami najlepiej poradzi sobie Orlen. Nie będzie musiał ograniczać produkcji, bo – jak podkreślają eksperci – gaz może zastąpić olejem opałowym.

Dotkliwe konsekwencje

Sytuacja jest dramatyczna – już ponad połowa magazynów gazu PGNiG jest pusta. Surowca ubywa w szybkim tempie. W krajowym bilansie gazu od stycznia ubiegłego roku brakuje około 2 mld m sześc. To około 15 proc. naszych potrzeb. Mieliśmy pozbyć się problemu z niedoborami, podpisując z Gazpromem nowy kontrakt na dostawy rosyjskiego gazu. Dotychczasowe rozmowy z Gazpromem kończyły się jednak fiaskiem.

Niewykluczone, że zostanie ogłoszony tzw. 10 stopień zasilania. Zdaniem Andrzeja Szczęśniaka, niezależnego analityka rynku, jeśli do tego dojdzie, stanąć mogą duże zakłady chemiczne i huty. Konsekwencje będą dotkliwe. Według niego taki rozwój wydarzeń zdestabilizuje obraz Polski, jako wiarygodnego miejsca inwestycji.

Problemy z gazem mogą również spowodować, że prywatyzacja zakładów tzw. wielkiej chemii zakończy się fiaskiem.