Choć greckie obligacje tracą na wartości, dla Państwa Środka to przede wszystkim sposób na umacnianie swoich wpływów na świecie. Nigdy dotąd żaden europejski rząd nie ubiegał się bowiem o tak daleko idącą pomoc Pekinu.

>>> Czytaj także: Papakonstantinu: Kategorycznie wykluczam, by Grecja miała opuścić strefę euro

– Grecko-chińskie negocjacje, które są prowadzone za pośrednictwem amerykańskiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs, trwają od końca listopada – ujawnił wczoraj brytyjski dziennik ekonomiczny Financial Times. Ateny chcą, by Chińczycy kupili ich warte 25 mld euro obligacje rządowe. To niemal połowa sumy, jakiej rząd Jeorjosa Papandreu potrzebuje, by wywiązać się z obietnic obniżenia sięgającego już 13 proc. PKB deficytu budżetowego i odbudowania finansowej wiarygodności kraju. – Tylko jeżeli mu się to uda, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unia Europejska pomogą w długofalowym równoważeniu greckich finansów, które wymknęły się spod kontroli i zagrażają stabilności całej strefy euro. Pójście po prośbie do Chińczyków to dowód na stan desperacji, w jakim znalazła się dziś Grecja – mówi nam Simon Tilford z londyńskiego Centre for European Reform.

Wykupienie greckich długów nie stanowi dla Chińczyków żadnego problemu. Suma 25 mld euro odpowiada mniej więcej dwutygodniowemu dochodowi, jaki przynosi szacowana na 1,7 bln euro nadwyżka rezerw dewizowych, którymi dysponują dziś Chiny. – Dorobiły się ich głównie dzięki wieloletniemu i konsekwentnemu kumulowaniu nadwyżek w relacjach handlowych z USA. Teraz rząd w Pekinie, licząc na dalsze zyski i rozbudowę wpływów, nie ma najmniejszego problemu ze szczodrym sięganiem do swojego dewizowego skarbca – mówi Tilford.

Dzieje się tak zwłaszcza od początku kryzysu ekonomicznego – gdy wiosną 2009 r. zachodnie rządy desperacko szukały pieniędzy na pakiety stymulowania swoich gospodarek, Pekin bez mrugnięcia okiem wpłacił 50 mld dol. na potrzeby MFW i obiecał 38 mld na podobny system powstający właśnie w Azji. Zainwestował też 25 mld dol. w pożyczki dla pilnie potrzebujących gotówki rosyjskich firm gazowych. A kolejne 60 – 70 mld dol. poszło na rozwijanie wpływów w Afryce, a zwłaszcza w bogatych w zasoby naturalne Nigerii, Gwinei, Ghanie i Kenii.

Teraz jednak po raz pierwszy otwiera się przed Chińczykami nowe pole do inwestycji. – Grecka oferta to dla nich szansa na rozbudowanie swoich wpływów w Europie i dywersyfikację dewizowych zasobów, które dziś w 75 proc. składają się z dolarów i amerykańskich papierów dłużnych – mówi Tilford. Czy chińscy komuniści z niej skorzystają? Z ustaleń FT wynika, że Pekin licytuje wysoko. Obiecuje pomoc, ale bardziej niż greckimi obligacjami zainteresowany jest kupnem strategicznego pakietu w Narodowym Banku Grecji, który z kolei posiada rozległe wpływy na finansowych rynkach w Turcji i na Bałkanach. Premier Papandreu na razie kategorycznie sprzeciwia się takiej operacji, która niechybnie naraziłaby go na zarzut o wyprzedawanie majątku narodowego. Zresztą i bez tego to dla Grecji dość ryzykowne przedsięwzięcie. – Zawsze istnieje ryzyko, że za pieniędzmi idzie uzależnienie polityczne. Najlepiej widać to w przypadku krajów afrykańskich, gdzie inwestycje często są powiązane z kupowaniem sobie poparcia tych krajów w ważnych dla Chin kwestiach polityki międzynarodowej – mówi nam Kerry Brown z brytyjskiego ośrodka analitycznego Chatham House.

Ale negocjacje mają być kontynuowane w najbliższych tygodniach. Być może szczegóły chińsko-greckiej transakcji Europa pozna pod koniec lutego, gdy minister finansów Giorgos Papakonstantinou pojedzie do Pekinu.

25 mld euro obligacje o takiej wartości mogą wykupić Chińczycy. To połowa sumy potrzebnej rządowi Grecji