Na rozpoczętym wczoraj w Davos Światowym Forum Gospodarczym doradca ds. ekonomicznych Baracka Obamy Lawrence Summers będzie przekonywał przywódców UE do pójścia śladem USA i podzielenia największych banków na mniejsze, wyspecjalizowane instytucje finansowe. Ale raczej mu się to nie powiedzie.

Nicolas Sarkozy w inauguracyjnym przemówieniu apelował wprawdzie o „uzdrowienie światowych finansów” i chwalił Obamę, ale powstrzymał się od zapowiedzi wprowadzenia pułapu wielkości banków, zakazania prowadzenia przez nie we własnym imieniu handlu instrumentami pochodnymi oraz rozdzielenia banków detalicznych od inwestycyjnych.

Europa nie potrzebuje limitów

– Kilka tygodni temu komitet banków centralnych w Bazylei potroił wymagany kapitał rezerwowy dla wielkich banków inwestycyjnych. To wystarczy, aby powstrzymać instytucje finansowe w Unii od nadmiernego rozrastania się. Europejscy politycy są świadomi, że Obama ogłosił swój plan przede wszystkim z powodów politycznych, aby odzyskać inicjatywę i powstrzymać spadek notowań. Z punktu widzenia kontroli rynków finansowych nie jest to potrzebne – mówi DGP Karel Lannoo, prezes brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS). W zeszłym roku niektóre banki musiały się zgodzić na odsprzedanie części swoich aktywów w zamian za ratunek ze środków publicznych, dzięki czemu m.in. ING, UBS czy Royal Bank of Scotland i tak już znacznie zmniejszyły swoje rozmiary.

Lepiej ograniczać bonusy

Sarkozy miał dodatkowy powód, aby nie iść zbyt daleko w restrykcjach wobec instytucji finansowych: Francuzi chcą skorzystać z kłopotów londyńskiego City, aby umocnić znaczenie Paryża jako centrum bankowego. Odstraszenie bankierów zniweczyłoby jednak te plany. Francuski prezydent wolał więc położyć akcent na chwytliwe dla opinii publicznej, ale przynoszące tylko na krótką metę efekt hasła, jak opodatkowanie bonusów wypłacanych menedżerom.

Przeciwko planowi Obamy wypowiedział się też brytyjski kanclerz skarbu Alistair Darling. „Dzielenie banków to nie jest kierunek, w którym należy podążać” – napisał w artykule dla Sunday Timesa. Premier Gordon Brown i tak już jest oskarżany przez media o wprowadzenie zbytnich restrykcji wobec banków, co może podkopać pozycję City.

Jeszcze mniej skłonni do naśladowania amerykańskiego prezydenta są Niemcy. Wprawdzie rozwinęły się tam uniwersalne instytucje finansowe, jak Deutsche Bank czy Dresdner Bank, które zajmują się zarówno bankowością inwestycyjną, jak i detaliczną, ale w przeciwieństwie do amerykańskich kolosów koncentrowały się one na kredytowaniu działalności przedsiębiorstw, a nie maksymalizacji zysków spekulacyjnych. Zaledwie w 1992 r. Francja, Włochy i Belgia poszły śladami Niemiec i zezwoliły na powstanie grup finansowych zajmujących się różnymi rodzajami działalności bankowej. Teraz jest mało prawdopodobne, aby ponownie powróciły do dawnych ograniczeń – uważa Karel Lannoo.

Wyjątek w Unii stanowią natomiast Holendrzy. Minister finansów Wouter Bos jeszcze przed przyjazdem do Davos wysłał list do swojego amerykańskiego odpowiednika, wyrażając nie tylko poparcie dla planu Obamy, ale także zapewniając, że będzie starał się przekonać inne kraje UE do pójścia tą samą drogą. Holendrzy operację podziału największych banków mają już jednak za sobą. Jej ofiarą padły już dwa kolosy: ING i ABN Amro.