Jego uaktualniona prognoza pojawiła się tuż po ogłoszeniu przewidywań reprezentującego największe światowe banki Institute of International Finance (IIF), według których w Chinach, Brazylii i na innych rynkach wschodzących nastąpi w porównaniu z ubiegłym rokiem ogromny wzrost napływu kapitału krótkoterminowego. Obydwie organizacje ostrzegają, że trzeba do tego podchodzić bardzo trzeźwo – i że jeśli kraje uboższe dążyć będą do utrzymania słabych kursów walut, istnieje ryzyko pojawiania się „baniek” cen aktywów. MFW jest przekonany, że gospodarka światowa urośnie w 2010 roku o 3,9 proc. (to o 0,8 punktu proc. więcej niż przewidywał poprzednio) i że w 2011 roku tempo jej wzrostu sięgnie 4,3 proc. Wyniki krajów rozwijających się będą jednak znacznie lepsze niż gospodarek bardziej dojrzałych.

W krajach rozwiniętych oczekuje się w 2010 roku wzrostu o 2,1 proc. – głównie za sprawą niespodziewanie silnej konsumpcji w USA. Kraje wschodzące (z Chinami na czele) według tej prognozy osiągną 6 proc. wzrostu. Podwyżka prognoz MFW była w przypadku obydwu grup podobna – poniżej 1 punktu procentowego. Tę zadziwiającą siłę gospodarki światowej Fundusz przypisuje odżyciu zaufania, co dało ludziom więcej pewności przy podejmowaniu ryzyka i nasilaniu aktywności gospodarczej. Przedstawiciele MFW podkreślają jednak, że w zapewnieniu wzrostu duże znaczenie mają okresowe rozwiązania w polityce gospodarczej.

– Jak dotąd ożywienie bardzo mocno opiera się na decyzjach i działaniach natury politycznej. Pytanie brzmi: Kiedy pojawi się popyt prywatny i je zastąpi? Na razie jest OK, ale za jakiś rok będzie to zasadnicze pytanie – mówił Olivier Blanchard, główny ekonomista MFW. Obszarem, na którym sektor prywatny jest najbardziej skłonny podejmować nowe ryzyko na własny koszt, są kraje wschodzące, gdzie perspektywy wzrostu są najmocniejsze. Philip Suttle, główny ekonomista IIF, uważa, iż dzieje się tak dlatego, że po raz pierwszy w ogóle „aktywa na rynkach wschodzących dają perspektywę wysokiego zwrotu przy ryzyku nie większym niż w przypadku aktywów w krajach dojrzałych”. IIF przewiduje, że napływ (netto) kapitału do krajów rozwijających się wzrośnie w tym roku do 722 mld dol. z 435 mld w roku 2009. – Takie gwałtowne przejście od głodu do uczty skłania do pytań, czy nie ukształtuje się kolejna globalna bańka finansowa, tym razem w kluczowych krajach wschodzących, zwłaszcza w Brazylii, Chinach i Indiach – dodaje Philip Suttle.

Przed tym samym niebezpieczeństwem ostrzega MFW, zwracając uwagę, że napływ kapitału może w szybko rozwijających się gospodarkach prowadzić do inflacji. Wzywając te kraje do zezwolenia na aprecjację waluty, MFW nakłania je również do zaostrzenia polityki fiskalnej, co złagodzi presję na kurs walutowy, zaznacza jednak, że ponieważ przypływ kapitału może się nagle przekształcić w jego odpływ, „działania ograniczające pojawianie się nowych baniek cen aktywów mogą stanowić jedynie część reakcji”. Tego wyjaśnienia chwycą się zapewne podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos kraje, takie jak Chiny i Brazylia przyjmując, że – mimo międzynarodowych wysiłków w celu zapobieżenia ponownemu powstaniu nierównowagi w handlu światowym – zezwala ono im na kontynuację wzrostu opartego na eksporcie.