Argumentami były wzrost możliwości inwestycyjnych zdekapitalizowanej branży i poprawa bezpieczeństwa energetycznego Polski. W końcu powstały cztery grupy, a chociaż działają już grubo ponad dwa lata, to pożytków z konsolidacji nie widać. Inwestycje kończą się na razie na zapowiedziach, a firmy energetyczne tuczą się na wzroście cen prądu.

Przejęcie Energi przez PGE na pewno umocniłoby tę ostatnią firmę, ale kosztem osłabienia konkurencji na rynku. Jak bardzo – trudno z góry ocenić, ale oczywiste jest, że to, co dobre dla PGE, nie musi być wcale dobre do Polski – a przejęcie Energi dobre by nie było.

Interesem polskiej gospodarki, czyli setek tysięcy odbiorców prądu, nie jest podnoszenie wartości grup energetycznych, ale możliwie niskie rachunki za prąd, czyli jak największa konkurencja w energetyce. Są nawet tacy, który stawiają tezę, że samodzielna Energa to siła, która hamuje wzrost cen prądu w Polsce.

Nie wiem, czy tak faktycznie jest, ale wcale by mi nie przeszkadzało, gdyby to była prawda. Dlatego jeśli rząd Donalda Tuska rzeczywiście zamierza oddać Energę w ręce PGE, a przy okazji zagwarantować sobie wysokie wpływy z prywatyzacji, to czas najwyższy te plany zmienić. Rząd bowiem się zmieni, pieniądze z prywatyzacji Energi zostaną przejedzone, a wzmocniona PGE pozostanie i będzie rządzić, dyktując wysokie ceny rynkowi.