Gazprom uzgodnił zmiany w kontraktach gazowych z europejskimi grupami energetycznymi, które pozwalają na powiązanie do 15 proc. sprzedaży z cenami gazu na rynku spotowym, obecnie około 25 proc. niższymi niż powiązane z ropą ceny określone w kontraktach długoterminowych.

Kontrakty z Gazpromem renegocjowały francuski GDF Suez, niemiecki E.on i włoskie Eni.

– Co trzy lata mamy prawo przyjrzeć się cenom i to właśnie zrobiliśmy. Jesteśmy przekonani, że za trzy lata sytuacja powróci na właściwe tory. Nie ma niebezpieczeństwa dla perspektyw średnio- i długoterminowych – mówi prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew.

Odwrót od cen powiązanych z ropą w kontraktach długoterminowych jest postrzegany jako zagrożenie dla przychodów i inwestycji Gazpromu. Słaby popyt i duże dostawy gazu oznaczają, że ceny na rynkach spotowych w USA i Wielkiej Brytanii są znacznie poniżej cen powiązanych z ropą, które wzrosły w wyniku podwojenia się ceny tego surowca w porównaniu z zeszłorocznym minimum na poziomie 33 dol. za baryłkę. Nowe źródła gazu (eksploatacja wcześniej nieopłacalnych rezerw amerykańskich) oraz nowe zakłady do produkcji i eksportu skroplonego gazu w Katarze i innych krajach powodują, że wielu analityków przewiduje utrzymanie się niskich cen surowca na rynku spotowym.

Niskie ceny spotowe gazu skłoniły europejskich odbiorców do nacisku na Gazprom, który zaspokaja około 25 proc. potrzeb UE, by ten przyjął bardziej elastyczną politykę. Eon podał wczoraj: Sub-wolumeny nie będą dłużej powiązane z ceną ropy, ale z ceną gazu na rynku spotowym. To nam daje elastyczność w adaptacji ofert do potrzeb klientów.

Prezydent Miedwiediew podkreślił, że Gazprom zachowa w kontraktach formułę „bierz albo płać”, która nakłada kary za nieodebrany gaz.

Christof Rühl, główny ekonomista BP, argumentuje w miesięczniku Foreign Affairs, że przy kontraktach długoterminowych Europa może bardziej ograniczyć swoje uzależnienie od Rosji, zwiększając import skroplonego gazu ziemnego.