Orlen, Lotos i importerzy, którzy odpowiadają za zapasy paliw, narzekają na wysokie koszty utrzymania rezerw. Unijne przepisy przewidują, że o zapasy paliw powinien dbać niezależny podmiot. Dlatego resort gospodarki chce, aby zajęła się nimi Agencja Rezerw Materiałowych. Istnieją tylko dwa sposoby na pozyskanie środków na przejęcie rezerw: Agencja może się zadłużyć, lub zdobyć pieniądze od państwa - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Jedną z propozycji rządu jest wprowadzenie kolejnego paliwowego podatku w wysokości 4 groszy na litrze, odpowiadającemu ok. 1 proc. dzisiejszej ceny detalicznej benzyny. Takie rozwiązanie oznaczałoby, że Agencja będzie przez rok zbierać fundusze, by następnie móc wykupić 10 proc. rezerw. Zgodnie z założeniami, nowy paliwowy podatek musielibyśmy płacić przez 10 lat.

Bez względu na to, która z tych koncepcji zostanie przyjęta, za zapasy zapłaci całe społeczeństwo. Maciej Kaliski, dyrektor Departamentu Ropy i Gazu w resorcie gospodarki tłumaczy „Rzeczpospolitej”, że i tak wszyscy Polacy już to robią. Jak wynika z szacunków ministerstwa, koszty związane z zapasami wynoszą ok. 6,5 groszy w cenie każdego litra paliwa. Zdaniem Kaliskiego, wprowadzenie nowej opłaty w wysokości 4 groszy zmniejszyłoby dotychczasowe koszty utrzymania rezerw przez producentów.

Więcej: "Rzeczpospolita"