Europarlamentarzysta z ramienia torysów, Daniel Hannan, na przedwyborczej konwencji swojej partii zorganizował konkurencyjny mityng pod nazwą Brighton Tea Party, który ma być zalążkiem nowego ugrupowania na wzór istniejącego w USA Boston Tea Party.

Ironia losu – komentują amerykańscy publicyści na swoich blogach. – Oto przeszło dwieście lat po słynnej „herbatce bostońskiej”, która walnie przyczyniła się do rewolucji amerykańskich kolonii przeciw rządom Londynu, Brytyjczykom zachciało się własnej „herbatki”. Brighton Tea Party nawiązuje do współczesnego wcielenia Boston Tea Party – organizowanych przez Republikanów w ostatnich miesiącach protestów przeciw polityce gospodarczej Baracka Obamy. Sam Daniel Hannan rozszyfrowuje słowo „tea” jako skrót od „taxation enough already” (dość już tych podatków).

Założyciel nowego ruchu domaga się natychmiastowych, głębokich cięć podatków – na początek w Wielkiej Brytanii. Cięcia miałyby zostać połączone z radykalnym ograniczeniem wydatków socjalnych. – Od 1997 roku zapłaciliśmy dodatkowy bilion funtów w podatkach i wciąż mamy deficyt tego samego rozmiaru co Grecja – argumentuje Hannan. – Ciąłbym wydatki socjalne, zamiast utrzymywać wciąż wysokie podatki, tak jak robi to Boris Johnson w Londynie, ograniczając wydatki na wszelkiego rodzaju usługi, tyle że na skalę całego kraju – dodaje.

Podobną receptę eurodeputowany ma dla całej Unii. Hannan uważa, że Brighton Tea Party może z powodzeniem objąć cały kontynent, gdyż „Europa jest o krok od skonstruowania unijnego systemu podatkowego”. – W czasach mojej pierwszej kadencji w Parlamencie głównym tematem były wspólne systemy sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, za drugiej – traktat z Lizbony, a teraz jestem przekonany, że Unia jest nastawiona na budowę podatkowej niezależności od państw członkowskich – twierdzi Hannan. – Podczas przesłuchań członków nowej Komisji Europejskiej uderzające było, jak wielu z nich chce mieć własne źródła dochodów. Nie ma wątpliwości, że oni już o tym rozmawiali między sobą – dodaje, podkreślając zastanawiająco gorące poparcie szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya dla europejskiego „rządu gospodarczego”. Jego zdaniem trudno jeszcze mówić o wspólnym podatku dochodowym, ale już znacznie łatwiej wyobrazić sobie paneuropejski podatek od transakcji finansowych czy emisji zanieczyszczeń.

Eksperci są jednak znacznie bardziej ostrożni w szacowaniu intencji nowych przywódców UE. – Myślę, że w przewidywalnej przyszłości nie będzie żadnych „paneuropejskich” podatków. Zbyt wiele państw członkowskich jest temu przeciwnych już na obecnym etapie – mówi nam Iain Begg, analityk Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w Londynie. – Dlatego „europejski rząd gospodarczy” ma jedynie koordynować wysiłki poszczególnych państw, a nie dyktować im politykę fiskalną czy w jakiś sposób wchodzić w ich kompetencje – dodaje.

Begg podkreśla, że Hannan to znany na Wyspach eurosceptyk, niezbyt lubiany przez liderów partii. Mimo to o jego wpływach świadczy choćby to, że poparła go popularna wśród konserwatystów grupa nacisku Freedom Association (należy do niej wielu posłów i europarlamentarzystów Partii Konserwatywnej). Po sobotnim spotkaniu założycielskim Brighton Tea Party – odbywającym się w tym samym czasie co konwencja torysów – dziennik Daily Mirror otwarcie napisał, że partii grozi rozłam na tle podatków. Siły przebicia Hannana nie należy więc lekceważyć.