Wyniki sprzedaży największych krajowych producentów nawozów w pierwszych miesiącach 2010 roku napawają ich optymizmem.

– Jeśli odnieść się do boomu sprzed dwóch lat, to jeszcze wiele nam brakuje, jednak w stosunku do wyników z 2009 roku widać progres. Od października notujemy poprawę koniunktury w tym segmencie. Sądzę, że kryzys mamy już za sobą – mówi Piotr Zarosiński, p.o. dyrektora handlowego w Zakładach Chemicznych Police.

Od końca 2008 roku do końca III kwartału 2009 r., z uwagi na wysokie ceny surowców, głównie gazu ziemnego, rosły koszty produkcji nawozów.

– Zanotowano najwyższe ceny nawozów w historii – mówi Robert Lichwała, rzecznik Azotów Tarnów.

Ich ceny przestały być atrakcyjne dla rolników (rolnicy szacują, że zakup nawozu jest opłacalny, gdy wartość jego 1 kg nie przewyższa wartości 4 kg pszenicy). Ponieważ jej cena utrzymywała się na niskich poziomach, sprzedaż nawozów dramatycznie spadła.

– Nie bez znaczenia była też silna konkurencja producentów z Węgier, Czech, Słowacji i Niemiec – tłumaczy Robert Lichwała.

Podkreśla, że rolnicy inwestowali też w zakupy maszyn rolniczych, bo programy UE dofinansowywały do 50 proc. zakupu ciągnika. Nie mieli pieniędzy na nawozy.

Przychody ze sprzedaży nawozów np. w Ciechu w 2009 roku spadły o 186,7 mln zł, czyli rekordowe ponad 44 proc. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży spółki w efekcie skurczyły się o niemal 3 proc.

– Dziś jest znacznie lepiej. 30-proc. obniżki cen, które wprowadziliśmy w październiku, ożywiły rynek. Od początku tego roku powoli wracamy do przyzwoitego poziomu marż – wyjaśnia Piotr Zarosiński.

Choć nawozy przestały generować straty, opłacalność produkcji wciąż jest niewielka.

– Główny surowiec do produkcji nawozów – gaz ziemny – staniał tylko o 5–6 proc. Nadal też notujemy niskie ceny zbóż – dodaje Robert Lichwała.

Oznaki ożywienia są jednak widoczne. W IV kwartale 2009 r. przychody ze sprzedaży Polic wyniosły 405,2 mln zł, co stanowiło wzrost o 85 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2008 roku, kiedy ceny były wysokie, ale sprzedaż niewielka. Zasadniczym czynnikiem mającym wpływ na uzyskanie wysokiego wzrostu była poprawiająca się koniunktura na nawozy wieloskładnikowe. Jak informują Police, w styczniu 2010 r. rolnicy zamówili 93 tys. ton nawozów. Dla porównania rok wcześniej kupili 78 tys. ton, lecz do jesieni, na skutek bardzo wysokich cen, sprzedaż praktycznie stanęła. Dopiero obniżka cen w IV kwartale 2009 r. spowodowała, że sprzedaż skoczyła do 100 tys. ton w październiku. Do końca I kwartału 2010 r. poziom ten może zostać utrzymany.

Równie dobre prognozy mają Zakłady Azotowe Kędzierzyn.

– A przed nami jeszcze szczyt sezonu nawozowego, który nastąpi na przełomie marca i kwietnia – dodaje Grzegorz Kulik, rzecznik Puław.

Eksperci szacują, że w perspektywie dwóch, trzech lat popyt na nawozy azotowe wzrośnie o 3–4 proc.