ROZMOWA

RAFAŁ WOŚ:

W jakim stopniu korupcja przekłada się na problemy gospodarcze Grecji?

THEODORE COULOUMBIS*:

Trudno zaprzeczać faktom. Na przykład raportom Transparency International, które badają przecież zjawisko postrzegania korupcji przez własne społeczeństwo. Tu nie ma już miejsca na tłumaczenia w stylu: to nasi wrogowie przylepiają nam łatkę łapówkarzy. My sami wiemy, że nasze państwo jest skorumpowane.

Dlaczego?

Zjawisko jak zwykle jest głęboko zakorzenione w historii. Podobnie jak w innych krajach regionu, np. we Włoszech, brak sprawnie funkcjonujących struktur państwowych u progu nowoczesności w XVIII czy XIX wieku stworzył zjawisko klientelizmu. Powstało zapotrzebowanie na kogoś, kto za opłatą roztoczy nad nami opiekę lub pomoże w realizacji interesów. We Włoszech takie były korzenie stworzenia fenomenu mafii. Natomiast w Grecji, która wcześniej zyskała niepodległość i słabe, biedne, ale jednak własne państwo, powstał system poszukiwania patronów wśród polityków i urzędników. To było powszechnie usprawiedliwiane uzupełnienie niewydolnego państwa prawa.

Tak można tłumaczyć korupcję z przełomu XIX i XX wieku. Ale przecież od lat 70. Grecja jest sprawnie funkcjonującą demokracją, od lat 80. członkiem EWG, a potem UE. Na dodatek już nie takim biednym.

Jak widać, sama demokracja i dobrobyt nie gwarantują wyplenienia korupcyjnych praktyk. Zwłaszcza w sytuacji, gdy nikomu nie zależy na prawdziwej zmianie. Od zaprowadzenia demokracji w 1974 r. u władzy zmieniają się u nas dwie partie: socjalistyczny PASOK i centroprawicowa Nowa Demokracja. Obie mają na swoim koncie poważne skandale korupcyjne i nie mogą atakować rywala pod sztandarem moralnej sanacji. Na dodatek afery łapówkarskie zaliczyły też władze Greckiego Kościoła Prawosławnego, a nawet zagraniczne firmy, takie jak niemiecki Siemens, który przekupywał na potęgę greckich urzędników i polityków, by utrzymać się w gospodarczej grze.

>>> POLECAMY: Bez łapówki w Grecji nic nie załatwisz

Grecy nie wierzą, że może być inaczej?

To problem psychologiczny. Znam Greków, którzy byli przekonani, że nie da się funkcjonować bez małego bakszyszu, potem jechali do kraju Europy Zachodniej, gdzie nie ma tak dużego przyzwolenia na korupcję, i wpadali w zachwyt. Nikt nie daje przecież łapówek dla przyjemności. Po prostu nie chce być ostatnim naiwniakiem. Weźmy przykład z branży medycznej. Grek odwozi swojego starego ojca czy matkę do szpitala i wręcza lekarzowi kopertę. Mógłby tego nie robić, ale chce mieć pewność, że zrobił wszystko, co w jego mocy, by pomóc. Tak zostaliśmy wychowani. Rodzicom należy się szacunek, a krewnym wsparcie np. przy znalezieniu pracy z pominięciem konkursu czy kompetencji. To przecież nic złego – myślimy. Niestety, takie nastawienie pączkuje na poważniejsze sprawy.

Premier Jeorios Papandreu zapowiada twardą walkę z korupcją. Będą efekty?

Nie on pierwszy. W końcu sukces w zwalczaniu łapówkarstwa odtrąbił już jego poprzednik Kostas Karamanlis, po czym okazało się, że jego rząd sam balansował na granicy prawa, ukrywając przed Brukselą rozmiar greckiego długu. Pozostaje tylko wierzyć, że kryzys będzie szokiem, który przyniesie zmianę. Sobie samym już za bardzo nie ufamy. Ale wierzymy, że presja Brukseli pozwoli nam zreformować gospodarkę i korupcyjne zwyczaje. Innego wyjścia nie mamy.

*Theodore Couloumbis, politolog z Uniwersytetu Ateńskiego