Specjaliści z branży oceniają, że w najbliższym czasie będzie jednak przybywać biogazowni produkujących energię. Wierzy w to Magdalena Rogulska z Instytutu Paliw i Energii Odnawialnej (IPiEO), choć sama przyznaje, że o trendzie wzrostowym możemy na razie mówić w przypadku biogazowni ściekowych i wysypiskowych. Jej pogląd podzielają Paweł Kurzątkowski z Polskiej Energetyki Odnawialnej (PEO) oraz prezes poznańskiej spółki Biogaz Zeneris Marek Jóźwiak.

Koszty inwestycji

Polska jest dobrym miejscem do rozwoju technologii biogazowych. Biogazownie mogą rozwiązać problemy, związane z utylizacją odpadów organicznych i ich wysokimi kosztami oraz wykorzystać potencjał rolnictwa energetycznego – twierdzi Marek Jóźwiak.

Zdaniem Pawła Kurzątkowskiego nieużytki rolne z powodzeniem można wykorzystać pod uprawę roślin energetycznych. Firma Marka Jóźwiaka Biogaz Zeneris buduje na razie jedną biogazownię rolniczo-utylizacyjną w okolicach Piły. Jej moc ma wynieść 0,5 MW, a inwestycja, w której mieści się też hala przyjęć odpadów, pochłonie co najmniej 12 mln zł. Paweł Kurzątkowski szacuje, że standardowy koszt budowy biogazowni o mocy 1 MW waha się w granicach 3–4 mln euro. Bardziej skomplikowane technologie zwiększają koszty do ponad 5 mln. Część środków na biogazownię to kapitał własny Biogazu, resztę uzupełnią kredyty i dotacje. Spółka wykonała dotychczas 60 koncepcji przyszłych biogazowni. – Na razie szukamy lokalizacji, dotacji, innych form finansowania lub inwestora – mówi Marek Jóźwiak.

Według jego szacunków w Polsce przygotowanych jest 200 projektów takich budów i jedna trzecia, w optymalnych warunkach może połowa z nich powinna zostać zrealizowana w ciągu najbliższych dwóch lat. Ale to i tak kropla w morzu potrzeb. W Niemczech biogazowni jest około trzech tysięcy, ożywienie panuje w Czechach.

Poznański Agrogaz w ubiegłym roku oddał do użytku biogazownię w Liszkowie w woj. kujawsko-pomorskim. Jej moc wynosi 2,1 MW. W tym roku biogazownię odkupiła od Agrogazu Enea. Choć sama mogłaby też postawić taki obiekt korzystniejsze jest przejęcie już gotowego. – Biogazownia jest już po rozruchu technologicznym, dlatego żadne przykre niespodzianki nie spotkają nabywcę – tłumaczy Paweł Augustyn, prezes Agrogazu. Jego firma zaangażowana jest w kolejne trzy projekty – dwa w woj. kujawsko-pomorskim i jeden na Mazurach.

Za dużo ograniczeń

Koszt budowy biogazowni jest dość wysoki i nie zawsze jej postawienie jest opłacalne dla inwestora. Marek Jóźwiak ocenia, że typowo rolnicze biogazownie przerabiające na gaz gnojowicę i kiszonkę mają małe szanse upowszechnienia. Stopa zwrotu waha się między 5–8 proc. Natomiast instalacja, wykorzystująca m.in. odpady gorzelniane, może przekroczyć 20 proc. Zdaniem Pawła Kurzątkowskiego inwestorzy napotykają ciągle dużo barier prawnych, które utrudniają rozwój branży. Nie ma na przykład zdefiniowanej instalacji biogazowej i dlatego usiłuje się dopasować ją do innych istniejących rozwiązań. Wydłuża się czas uzyskania niezbędnej dokumentacji. Kiedyś dało się ją skompletować w maksimum dwa lata, obecnie potrzebny jest jeszcze rok.

Kolejny kłopot może wynikać z pozyskiwaniem surowca. Jak mówi Paweł Kurzątkowski, aby sprawnie mogła funkcjonować biogazownia o mocy 1 MW, potrzeba 500 ha kukurydzy. Dostrzega to również Magdalena Rogulska, która zwraca jeszcze uwagę na czynnik społeczny. – Wystarczy powiedzieć słowa: spalarnia lub odpady i zaraz rozpoczyna się protest – mówi Magdalena Rogulska.

Takich negatywnych reakcji mieszkańców nie odczuł Marian Pastucha, wicestarosta powiatu człuchowskiego. Na jego terenie biogazownię wybudowała firma Poldanor. Przedsiębiorstwo wytwarza spore ilości gnojowicy, która wcześniej była składowana na lagunach. W okolicy dało się odczuć przykry zapach, teraz jest znacznie lepiej, bo funkcjonuje ona w obiegu zamkniętym. Z obecności tego inwestora powiat czerpie i inne korzyści. – Współpracują z nami na wielu płaszczyznach. Mają ciężkie maszyny i pomagają nam w budowie dróg. Ich sprzęt okazał się szczególnie przydatny właśnie podczas tegorocznej zimy przy odśnieżaniu. Firma dokłada się także do powiatowego funduszu stypendialnego – mówi Marian Pastucha.

Biznes na niepogodę

W przypadku biogazowni, oprócz wpływów do kasy gminnej stabilny dochód mogą mieć zapewniony rolnicy. I to na wiele lat. Korzyści z takiej współpracy odczuwa się szczególnie, gdy plony są marnej jakości. W normalnej sytuacji uzyskane pieniądze nie zwróciłyby kosztów ich pozyskania. A tak rolnik otrzymuje jeszcze masę pofermentacyjną, która jest dobrym nawozem. Poza tym wytwarzany jest z czystego źródła prąd i ciepło.