RAFAŁ WOŚ:  Wielka Brytania należy do najbardziej zadłużonych krajów w Unii Europejskiej. Nikt jednak nie stawia jej w jednym szeregu z Grecją, Portugalią czy Hiszpanią, których fiskalne wskaźniki są przecież równie złe. Dlaczego?

FREDRIK ERIXON:  Wielka Brytania bez wątpienia korzysta z otaczającej ją aury stabilnej i wiarygodnej gospodarki. To ją różni choćby od Grecji. Po części zasłużenie. Brytyjczycy nie mają na koncie takich wpadek jak greckie podkręcanie statystyk ekonomicznych. Finanse Londynu są bez wątpienia bardziej przejrzyste, a klasa polityczna uchodzi za bardziej odpowiedzialną i lepiej porusza się w międzynarodowym otoczeniu. Brytyjska gospodarka wprawdzie odczuła kryzys silniej niż grecka, ale jest bez wątpienia nowocześniejsza i bardziej konkurencyjna, co pozwala przypuszczać, że prędzej czy później stanie na nogi. Ten ekonomiczny potencjał i siła polityczna Zjednoczonego Królestwa nie oznaczają jednak, że Europa może być spokojna o brytyjską gospodarkę.

>>> Polecamy:  Wielka Brytania jest mocno zadłużona, czy podzieli los Grecji?

Czego należy się obawiać najbardziej?

Niebezpieczeństwo polega na tym, że brytyjskie problemy budżetowe nie są tylko pochodną kryzysu. Oczywiście wzrost zadłużenia jest związany z tym, że Gordon Brown wyłożył jesienią 2008 r. ogromne sumy na ratowanie chwiejącego się systemu bankowego. Ale geneza problemu tkwi głębiej. Brytyjscy politycy od wielu lat chętnie napędzali wzrost budżetowymi wydatkami bez oglądania się na rosnące zadłużenie. Gdzieś w mentalności londyńskich elit politycznych tkwią pozostałości po mocarstwowej pozycji. Anglicy jakby nie dopuszczają myśli, że nie są Stanami Zjednoczonymi, czyli krajem, który – jako emitent dolara i siedziba najważniejszych instytucji finansowych – może sobie pozwolić na więcej niż reszta.

Czy można sobie wyobrazić sytuację, w której międzynarodowi inwestorzy tracą wiarę w wypłacalność Londynu?

Nikt rozsądny nie może wykluczyć takiego scenariusza. Trzeba pamiętać, że w latach 70. rząd brytyjski musiał skorzystać z pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, więc ma w dziedzinie obsługi zadłużenia bardziej burzliwą przeszłość niż na przykład kontynentalna Francja i Niemcy, których niewypłacalność uchodzi w oczach rynków za niemożliwą.