Co najmniej za połowę tych przestępstw odpowiada nowa wersja konia trojańskiego o nazwie Zeus albo Zbot. Stworzony w Europie Wschodniej program kosztuje na czarnym rynku od niespełna tysiąca do kilku tysięcy dolarów. Jego najnowsze wersje omijają większość zabezpieczeń bankowych, łącznie z autoryzacją za pomocą kodu wysyłanego przez bank SMS-em czy hasła generowanego przez token. Na zainfekowanym komputerze trojan tworzy fałszywe okna, dzięki którym hakerzy na bieżąco widzą wpisywane hasła.

Według danych Federal Deposit Insurance Corporation, amerykańskiego funduszu gwarancji bankowych, zwalczanie Zeusa jest obecnie priorytetem w wojnie z cyberprzestępcami. Upodobali sobie oni zwłaszcza ataki na rachunki małych i średnich firm, które zazwyczaj mają spore sumy. – W USA banki gwarantują klientom indywidualnym wkłady, ale firmy nie mają takiej ochrony. Przez to konsekwencje cyberataku są dotkliwsze – mówi DGP Steven Bellovin, specjalista ds. bezpieczeństwa sieci z Uniwersytetu Columbia.

Niedawno nowojorska firma marketingowa Little & King, po tym jak Zeus wyciągnął z jej rachunku 164 tys. dol., poinformowała, że znalazła się na krawędzi bankructwa. Z drugiej strony coraz więcej przedsiębiorstw, które padły ofiarą hakerów, pozywa banki za to, że nie zapewniły odpowiedniej ochrony rachunkom. W Teksasie trwa właśnie proces między bankiem PlainsCapital a firmą Hillary Machinery, z której rachunku przelano 230 tys. dol. na konta w Rosji i na Ukrainie.