Dojazd samochodem do Zakopanego w sezonie to horror. Spacer po Krupówkach od lat okupiony jest przez turystów godzinami spędzonymi w gigantycznym korku. Powód – blisko 95-km droga z Krakowa jedynie fragmentami ma dwie wygodne jezdnie. Ponad połowa trasy to wąskie jednojezdniowe gardła, w których kierowcy utykają. Najgorzej jest na odcinku z Poronina do Zakopanego. I lepiej długo nie będzie. Wiadomo już, że 6,5-km odcinek trasy nie zostanie poszerzony. Planowana od lat 60. XX w. budowa drugiej dwupasmowej jezdni ostatecznie upadła, mimo że za przebudową zakopianki lobbował nawet... Adam Małysz.

– Wszyscy chcą mieć drogi, tylko nikt nie chce ich pod własnymi oknami – mówi Lech Witecki, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Za zablokowaniem inwestycji stoi Federacja Obrony Podhala, która stopuje wszystkie zmiany niepodobające się góralom. Ci boją się, że otoczona ekranami akustycznymi trasa odetnie ich od pieniędzy zostawianych przez turystów podróżujących zakopianką.

Nie odetnie. 8 kwietnia wygasa bowiem decyzja środowiskowa dla rozbudowy drogi na odcinku między Poroninem a Zakopanem. Przepisy nie pozwalają na jej przedłużenie.

Jak dowiaduje się DGP, przegrana wojna z góralami zniechęciła Generalną Dyrekcję, która więcej nie chce się już zajmować przebudową zakopianki. Teraz centrala chce przekazać drogę w zarząd małopolskiemu marszałkowi.

– Cepry nie dały rady, może z Podhalanami dogadają się krakusy – mówi nam jeden z drogowych urzędników.

– Chętnie weźmiemy zakopiankę w zarząd, a modernizację trasy na siebie. Nie mamy jednak na nią pieniędzy – mówi nam Grzegorz Stech, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie podległego małopolskiemu marszałkowi.

Grzegorz Stech twierdzi, że urząd ma plan awaryjny. Jest nim modernizacja istniejącej jezdni zakopianki w okrojonej wersji z jednym dodatkowym pasem. Część kierowców będzie kierowana na alternatywne dojazdy do Zakopanego. Sznur samochodów będzie się rozdzielał w rejonie Nowego Targu albo nawet w Rabce.

Jeszcze w tym roku zarząd dróg planuje znalezienie wykonawcy inwestycji, która zostałaby ukończona najwcześniej w 2013 roku. Problem w tym, że według szacunków przebudowa może pochłonąć nawet 800 mln zł, a takich pieniędzy samorząd nie ma. I raczej mieć nie będzie.