Jak doniosła WFE, trend ten utrzymał się w ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku.

O tym, że region ten odgrywa coraz większą rolę w światowych finansach, świadczy fakt, że chińskie giełdy (wliczając Hongkong) pozyskały w zeszłym roku dwa razy więcej kapitału z tytułu debiutów nowych firm niż amerykańskie.

Giełdami z tego regionu są m.in. tokijska, chińskie w Szanghaju, Shenzhen i Hongkongu oraz australijska i koreańska.

Robert Barnes, dyrektor działu akcji UBS, stwierdził, że osiągnięcie to oznacza „przełom w dochodzeniu rynków do siebie po przebytym kryzysie”.

Sukces jest tym bardziej godny uwagi, że na giełdach azjatyckich nie ma zbyt wielu graczy dokonujących bardzo wielu transakcji w krótkim czasie (ang. high-frequency trader – HFT). Gracze ci, wykorzystujący minutowe wahania cen pomiędzy transakcjami, są natomiast bardzo widoczni na amerykańskich i europejskich rynkach akcji.

Barnes zaznaczył ponadto, że przewaga Azji i Pacyfiku najprawdopodobniej dalej będzie wzrastać, bowiem giełdy z tego rejonu zaczęły ściągać uwagę HFT.

– Oprócz Australii większość giełd azjatyckich ma jeszcze przed sobą wzrost spowodowany działalnością HFT, który zaobserwować mogliśmy na innych rozwiniętych rynkach. Tak więc szansą dla tamtejszych rządów jest promowanie reform, które wprowadziłyby na parkiety więcej płynności – dodaje Barnes.

TSE została ostatnio wyprzedzona, jeżeli chodzi o wartość wymienionych akcji, przez dwie chińskie giełdy, sprawiając, że Chiny stały się drugim największym rynkiem akcji, ustępując jedynie USA.

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved