– To nie jest przypadek. Albert jest niedoceniany w Polsce, ale za granicą ma dobrą markę. Kliczko miał do wyboru czterech kandydatów, których akceptowała WBC oraz telewizja, i my okazaliśmy się najlepsi w tym castingu – mówi Dziennikowi Gazecie Prawnej Krzysztof Zbarski, promotor Sosnowskiego.

Za walkę zapłaci RTL

Jednak to nie jest cała prawda, bowiem w grę wchodziły też względy finansowe. Menedżerowie starszego z braci Kliczko toczyli negocjacje w sprawie zorganizowania kolejnej walki od wielu tygodni. Najgłośniej było o rozmowach z rosyjskim olbrzymem Nikołajem Wałujewem, ten jednak odrzucił ofertę walki opiewającą na 2,5 mln dol. Kontrkandydatami Sosnowskiego byli wyżej notowani w rankingach Rosjanin Aleksander Powietkin oraz Kubańczyk Odlanier Solis, którzy także mieli spore wymagania. – Oni prowadzą własną rozgrywkę. Liczą na to, że zostaną wskazani jako rywale Kliczki w walce o obowiązkową obronę tytułu, a wtedy uda im się wynegocjować większe pieniądze – przyznaje Zbarski.

Sosnowski jest tańszy. – Nie mogę zdradzić, ile Albert dostanie, bo wiąże mnie tajemnica, powiem tylko, że niemiecki Bild podaje gażę w wysokości miliona dolarów – mówi Zbarski.

– To kwota jak najbardziej realna, na tym poziomie walczy się za takie pieniądze – ocenia inny polski promotor boksu Andrzej Wasilewski. – Transmisję przeprowadzi najbogatsza niemiecka telewizja RTL, która za walki Kliczki płaci nawet 10 mln euro, półtora miliona zawsze dorzuca telewizja rosyjska, koło miliona ukraińska, a swoje zapłaci także któraś z polskich stacji. W Gelsenkirchen może być 60 tysięcy widzów na trybunach. Kliczko pewnie sprzeda ze dwa tysiące miejsc dla VIP-ów na Ukrainie, po tysiąc euro od głowy – wylicza.

Adamek go nie chciał

Za Polakiem przemawiały jednak nie tylko stosunkowo niskie wymagania finansowe, ale także jego rekord (45 zwycięstw, w tym 27 przed czasem, jeden remis i tylko dwie porażki, w tym jedna przez KO), a przede wszystkim tytuł mistrza Europy organizacji EBU. Sosnowski zdobył go w grudniu w Londynie po zwycięstwie nad Włochem Paolo Vidozem, a potem szukał większych wyzwań i... większych pieniędzy. Śmiałymi wypowiedziami dla mediów próbował sprowokować Tomasza Adamka. – Proponowaliśmy taką walkę, ale trener Adamka mówił, że z Albertem to jego zawodnik może boksować co najwyżej w windzie, dlatego zarzuciliśmy temat – mówi Zbarski.

– Nie chodziło mi o miejsce walki, tylko o czas, w którym są obecnie obydwaj bokserzy. Poza tym walkę lepiej się sprzedaje, kiedy pojawiają się takie smaczki – prostuje Andrzej Gmitruk, były trener Adamka.

Obydwaj Polacy zamiast realnego stoczą pojedynek korespondencyjny. Dodatkowym smaczkiem konfrontacji Sosnowskiego z Witalijem Kliczką jest bowiem to, że kilka miesięcy temu Ukrainiec potwornie zbił najbliższego rywala Adamka, Chrisa Arreolę. Nieoczekiwanie to „Dragon” (taki jest przydomek Sosnowskiego), a nie „Góral” pierwszy dostał szansę walki o mistrzostwo świata.

Za wcześnie czy w samą porę

– Ja nie mówiłbym o szansie, tylko o zagrożeniu – przestrzega jednak Jerzy Kulej, dwukrotny mistrz olimpijski w boksie. – Uważam, że jest zbyt wcześnie na walkę z tak groźnym zawodnikiem, jak Kliczko. Sosnowski to dzielny i wspaniały bokser, ale po zdobyciu tytułu EBU powinien mieć szansę okrzepnąć, przecież wyżej od walki o pas mistrza świata nie ma już nic. Adamek jest pod tym względem lepiej prowadzony. Pewnie chodziło o pieniądze, ale trzeba też pamiętać o zdrowiu, bo nawet milion dolarów nie zniweluje efektów wstrząśnienia mózgu. Boję się, żeby nie skończyło się tak, jak w przypadku walki Gołoty z Lewisem – dodaje.

Wiele osób podziela tę opinię. Niektórzy wręcz mówią: Sosnowski dostanie łomot, ale zarobił mnóstwo pieniędzy.

– To walka paskudnie trudna – przyznaje Wasilewski. – Ale jednocześnie niesamowite wydarzenie dla polskiego boksu i wielkie wyzwanie dla Sosnowskiego. Pamiętajmy, że w boksie nie zawsze faworyci wygrywają.

– Przy bardzo dobrym przygotowaniu do tego pojedynku Sosnowski absolutnie ma szanse na zwycięstwo. Gdybym był trenerem Sosnowskiego, wiedziałbym, jak przygotować go do walki z Kliczką – dodaje Gmitruk.

Sosnowski, który od kilku tygodni przygotowywał się w Londynie do walki z Brytyjczykiem Audleyem Harrisonem w obronie pasa EBU, jest już w Polsce. – I prawdopodobnie tu będzie szykował się do pojedynku z Kliczką. Żadnych nowości nie przewidujemy, będzie trenował pod okiem swojego trenera Jacka Dąbrowskiego – zdradza Zbarski.

Przesunięcie terminu walki o półtora miesiąca (z Harrisonem Sosnowski miał się bić 9 kwietnia) nie jest według niego żadnym problemem. – To nawet lepiej. Albert miał dopiero rozpoczynać fazę sparingów, teraz będzie miał więcej czasu na przygotowanie fizyczne – twierdzi promotor.

Chce zrobić to, co nie udało się Gołocie

Dziękuję ekipie Witalija Kliczki za tę walkę. Doceniam klasę mojego przeciwnika i mam do niego duży szacunek. Nie oznacza to jednak, że sam przekreślam swe szanse na zwycięstwo. Postaram się dokonać tego, co nie udało się Gołocie. Stać mnie na to. Zapewniam, że nikt nie będzie rozczarowany moją postawą. Pewnie pojawią się głosy, że to jeszcze nie czas na tak poważną walkę. Jak mawiał William Shakespeare, lepiej być o trzy godziny za wcześnie niż o minutę za późno – napisał na swojej stronie WWW Albert Sosnowski.

4 razy Polak walczył o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Andrzej Gołota wszystkie 4 walki przegrał

1 mln dol. ma wynieść honorarium Alberta Sosnowskiego za walkę z Witalijem Kliczką