Dieter Zetsche powiedział Financial Times, iż umacniający się względem euro dolar pomoże eksporterom jedynie w krótkim okresie. – Jeśli jednak chodzi o bardziej odległą perspektywę, zawsze będę powtarzał dwie rzeczy: silne euro to idealny poligon doświadczalny dla przedsiębiorstw. Te słabe czyni jeszcze słabszymi. Druga kwestia polega na tym, że silne euro to oznaka silnej gospodarki – stwierdził Dieter Zetsche. Jego wypowiedź jest o tyle znamienna, że Daimler, w którego zakładach powstają mercedesy oraz największe na świecie ciężarówki, czerpie większe zyski dzięki słabszemu euro.

Bobo Uebber, dyrektor finansowy spółki, przyznał w odrębnym wywiadzie, iż niemiecki koncern w ostatnich tygodniach zwiększał hedging na wypadek zmiany kursu euro. – Nie mam nic przeciwko temu, że euro od czasu do czasu jest nieco słabsze, ale zawsze mogę zwiększyć hedging – powiedział.

Spadek kursu euro, które w ciągu ostatnich trzech miesięcy osłabiło się z 1,5 dolara do 1,36, przez wielu błogosławiony jest jako prawdziwe dobrodziejstwo dla europejskich eksporterów i życiodajny zastrzyk dla wątłego ożywienia na Starym Kontynencie.

Producenci aut potracili miliardy euro z powodu siły wspólnej waluty, gdyż nadal eksportują sporą część swych pojazdów z Europy do USA oraz Chin, gdzie także muszą się zabezpieczać przed wahaniami kursu dolara. Tymczasem komentarze Zetscha są dowodem na obawy niektórych rekinów biznesu, że słabsze euro może okazać się oznaką gorszej kondycji gospodarki. – Euro nie jest w tej chwili słabe; być może przedtem było po prostu przewartościowane. Wolałbym jednak, by nie osłabiało się dalej – mówi Uebber, i dodaje: – Im bardziej rozwijają się Chiny, tym bardziej potrzebny jest nam hedging.

Jednak nie wszyscy menedżerowie są podobnego zdania. Carlos Ghosn, prezes francuskiego Renault i japońskiego Nissana, zapewnia: – Jeśli euro osłabnie, producenci aut nie będą sobie z tego powodu wyrywać włosów z głowy.

Utrzymujący się długo na wysokim poziomie kurs wspólnej waluty przez wiele firm postrzegany był jako potencjalna bariera dla ożywienia gospodarczego w Europie. Przedsiębiorstwa nieustannie narzekały na każdy poziom powyżej 1,2 dolara, skarżąc się, że „silne euro” podkopuje ich konkurencyjność, a dalsze wzrosty mogą być niebezpieczne, choć na ogół radziły sobie nieźle nawet przy cenie 1,6 dolara za euro.

Uebber wyznaje, że największym życzeniem Daimlera są mniejsze wahania kursów walutowych. – Najlepiej, żeby waluty były bardziej stabilne – twierdzi. Tymczasem Mercedes i BMW zwiększają produkcję w swych amerykańskich zakładach.