Na rynek nie napłynęły żadne istotne informacje, chociaż inwestorzy analizowali słowa wiceprezesa NBP, który przyznał, iż bank centralny jest gotowy do interwencji. Pytanie, czy rzeczywiście do tego w ogóle dojdzie – z dużym prawdopodobieństwem można założyć, iż skończy się na werbalnych interwencjach, gdyż fizyczne działania byłyby w dłuższym terminie pozbawione sensu – stare powiedzenie dealerów mówi przecież, że interwencja potwierdza trend.

Ostatnim nietrafionym tego typu działaniem są interwencje szwajcarskiego banku centralnego, które nie zdołały powstrzymać aprecjacji franka, co najwyżej ją złagodziły (ostatnie tygodnie dla EUR/CHF to trend boczny). Dzisiaj SNB też pogroził palcem o godz. 14:00 stwierdzając w komunikacie towarzyszącym utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie, iż nadal nie wyklucza podejmowania działań zmierzających do ograniczenia nadmiernego wzrostu „szwajcara”. Ruch w górę EUR/CHF był jednak dość kosmetyczny.

Co do pozostałych danych, te z USA dotyczące cotygodniowego bezrobocia i deficytu handlowego, były nieco lepsze, ale nie zdołały znacząco wpłynąć na notowania EUR/USD. Po południu kurs eurodolara oscylował wokół 1,3660 (godz. 16:16). Widać, że sygnałem dla wzrostu euro mogą być tylko jakieś nowe pozytywne informacje w temacie Grecji. Tymczasem greckie 5-letnie CDS wzrosły dzisiaj do 303,8 pb wobec 285,3 pb wczoraj, a dzisiejsze wypowiedzi europejskich oficjeli pokazują, że trudno będzie wypracować szybkie porozumienie.

EUR/USD: Rejon 1,3680 to wciąż mocny opór, jednak szybkie wsparcie można umiejscowić już w okolicach 1,3620. Zakres wahań zaczyna się więc zmniejszać, co musi wymusić wyraźniejszy ruch w najbliższych godzinach. Układ dziennych wskaźników sugeruje zwyżki, ale tak jest już od dłuższego czasu… Trudno więc pozostawić jednoznaczną diagnozę.