W ramach najnowszej fazy tego procesu grupa sprzedaje za 15,5 miliardów dolarów swoją spółkę zależną Alico, przygotowując grunt dla MetLife do zajęcia jej miejsca. Zarówno pod względem rozmiaru, jak i zasięgu inni amerykańscy ubezpieczyciele są stosunkowo niewielcy i prowincjonalni. Oprócz zajmującego trzecią pozycję AIG, jedynie trzy amerykańskie firmy znalazły się w 2008 roku w rankingu 20 największych światowych ubezpieczycieli. Po transakcji MetLife awansuje na piąte miejsce. Około 40 proc. przychodów połączonej grupy będzie pochodziło z zagranicy wobec 15 proc. obecnie.

MetLife ostrożnie przeprowadza jednak międzynarodową ekspansję. Japonia, główny rynek Alico, jest jeszcze bardziej nasycona niż USA. Składka na głowę mieszkańca jest o jedną trzecią wyższa, a penetracja rynku większa o trzy czwarte. Przyrost składki na rynkach rozwiniętych spada, przez co potencjał rozwojowy lokuje się na rynkach wschodzących.

Kupowanie rozmiaru i geograficznej dywersyfikacji, a nie wzrostu, wydaje się charakterystyczne dla MetLife, który przeszedł przez kryzys właściwie suchą stopą. W porównaniu z transakcją Prudentiala, który kupił od AIG spółkę AIA, akwizycja MetLife jest także spokojniejsza i mniejsza. Słowa „duży” i „międzynarodowy” nie muszą oznaczać „nudny”, ale pozwalają akcjonariuszom i posiadaczom polis spać spokojnie. Jaka szkoda, że nie da się tego powiedzieć o AIG.