Po trudnym okresie, jakim był dla małych i średnich przedsiębiorstw ostatni rok, nareszcie widać optymizm. Aż 37,5 proc. firm uważa, że w I kwartale 2010 r. ich kondycja się poprawi. Trzy miesiące wcześniej takiego zdania było tylko 26 proc. badanych – wynika z badania KerallaResearch, Instytutu Badań i Rozwiązań B2B, przygotowywanego na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród 600 przedstawicieli sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

Najważniejsze są zamówienia

Zmniejszyła się również – choć niewiele, bo o 4 pkt proc. – liczba firm, które spodziewają się zupełnie innego obrotu sytuacji. Pogorszenia kondycji swojej firmy spodziewa się obecnie tylko 13 proc. przedsiębiorców. – Odnotowany optymizm wyraża się głównie w spodziewanym ożywieniu sprzedaży firm. Należy przez to rozumieć rosnącą liczbę zamówień i podpisywanych kontraktów. Oceniamy, że to właśnie ten aspekt jest podstawowym, branym pod uwagę przy odpowiedzi na pytania o kondycję firmy – mówi Izabella Młynarczyk z KerallaResearch.

Dodaje, że poprawę widać również w decyzjach zakupowych małych i średnich przedsiębiorstw. Średni wskaźnik kondycji firm, oparty na zakupach i rezygnacjach z nich (ZAIR) wyniósł -47,03 pkt w porównaniu do -52,66 pkt po III kwartale 2009 r.

Najgorsze już za nimi

Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert prawno-gospodarczy Krajowej Izby Gospodarczej, uważa, że wyniki raportu pokazują, że firmy wychodzą z trudnej sytuacji. – Badaliśmy firmy we wrześniu i już wtedy widać było, że przedsiębiorcy dostrzegli szansę rozwoju nie w zwalnianiu pracowników, lecz w reorganizacji działania i szukaniu nisz rynkowych. Chodziło o poprawienie marketingu i samych produktów – tłumaczy Agnieszka Durlik-Khouri.

Dodaje, że większy optymizm przedsiębiorców pokazuje, że te działania się powiodły. – W firmach zaczęły przeważać głosy o inwestowaniu, utrzymaniu zatrudnienia. Jeśli ten trend utrzyma się w kolejnych pomiarach, będziemy mogli odetchnąć i – z niewielkim już ryzykiem błędu – powiedzieć, że najgorsze mamy naprawdę za sobą i wchodzimy w fazę stabilnych wzrostów – mówi Izabella Młynarczyk.

OPINIA

Arkadiusz Protas,  wiceprezes Business Centre Club

Problemy związane z kryzysem dopadły polskie firmy, w momencie gdy się dynamicznie rozwijały. Przez galopujące prognozy ekonomiczne i zatrzymanie akcji kredytowej najtrudniejsza była I połowa 2009 r. W II połowie roku najgorsze prognozy już się nie sprawdziły. Poza branżą meblarską i budownictwem mieszkaniowym produkcję ratowała wysoka konsumpcja i słaby złoty. Firmom motoryzacyjnym pomagały zagraniczne programy stymulacji sprzedaży, a budowlanym inwestycje finansowane przez UE. Niektóre branże przeżywają kłopoty, ale generalnie produkcja przemysłowa rośnie. W styczniu w ujęciu rocznym wzrosła o 8,5 proc. Aż 2/3 firm planuje w tym roku inwestycje. Jeśli dodamy informacje o ożywieniu rynku kredytów, możemy oczekiwać, że bieżący rok będzie lepszy od 2009 roku. Jeżeli państwo nie wyciągnie do biznesu ręki po więcej pieniędzy i nie tąpnie gospodarka za naszymi granicami.