ROZMOWA

GRZEGORZ OSIECKI:

W rządzie jest spór o przesunięcie części składki emerytalnej z OFE do ZUS. I w jego epicentrum pojawia się nowe ciało, Rada Gospodarcza. Jej członkowie będą musieli zarekomendować Donaldowi Tuskowi, czyj pomysł powinien wygrać: Michała Boniego czy Jolanty Fedak i Jacka Rostowskiego?

DARIUSZ FILAR*:

Tak istotne różnice poglądów pojawiające się w rządzie z dużym prawdopodobieństwem znajdą się w obszarze zainteresowania rady. Bo premier w takich przypadkach będzie chciał mieć dodatkową opinię. Nie dyskutowaliśmy jeszcze o tej konkretnej sprawie. Zresztą i tak bym nie powiedział, jaki jest rozkład głosów w radzie. Premier nie oczekuje od nas sprawozdań z przebiegu naszych dyskusji, ale dojścia do konsensusu i przedstawienia jednoznacznej opinii.

Ale swoje zdanie pan ma?

Mój indywidualny pogląd jest taki, że projekt redukowania części składki do OFE jest pomysłem bardzo złym. W żadnym stopniu nie poprawia długofalowo stanu finansów publicznych, a jedynie zastępuje dług ujawniony (obligacje nabyte przez OFE) długiem ukrytym (zobowiązania wobec przyszłych emerytów). Na dodatek, jeśli dobrze policzyć, to obsługa tego ukrytego długu może się w sumie okazać bardziej kosztowna.

Żadnych pozytywów?

Sens ma szukanie rozwiązań wymuszających większą efektywność działania powszechnych towarzystw emerytalnych i wyższą stopę zwrotu w OFE.

Pańskie poglądy na gospodarkę nie różnią się chyba zbytnio od innych członków rady?

Na pewno jesteśmy ludźmi, którzy są w stanie mówić wspólnym językiem. My się wszyscy z różnych okresów w życiu znamy, ale to nie zmienia faktu, że każdy z nas dysponuje własną wiedzą i doświadczeniem. To zdecydowanie nie jest ciało seminaryjne, gdzie ma się pojawić wiele bardzo różnych ocen tego samego projektu. Mamy być ciałem wykonującym bardzo precyzyjną zespołową pracę recenzencką w oparciu o naszą wiedzę i doświadczenie.

Czyli swego rodzaju superrecenzentem rządu.

Nie, recenzentem projektów powstających w administracji publicznej, a dotyczących różnych aspektów modernizacji i porządkowania gospodarki. Będziemy te recenzje robić na użytek premiera, który podejmuje ostateczne decyzje. Tyle że na jego biurko spływa mnóstwo dokumentów liczących kilkadziesiąt czy kilkaset stron. Oczekiwanie Donalda Tuska jest takie, że rada je przeczyta i jak każdy recenzent w dwu-, trzystronicowym tekście wskaże, co jest dobre, co do odrzucenia, a nad czym można jeszcze popracować.

Nie mylą się więc ci, którzy widzą radę jako swego rodzaju nowy resort z wysoko wykwalifikowaną kadrą, na czele z Janem Krzysztofem Bieleckim?

Nie mam takiego poczucia. Premier Bielecki ma określone doświadczenie w sprawowaniu funkcji szefa rządu i posiada określone doświadczenie w sferze funkcjonowania gospodarki z punktu widzenia instytucji finansowych i rynku międzynarodowego. Jego doświadczenie jest tym, co wnosi do rady. Mianując nas do tego ciała, wskazano kompetencje zawodowe i doświadczenie we wcześniejszym życiu każdego z nas. To świadome podejście. Nie jesteśmy na rządowych etatach, mamy oceniać z dystansem.

Ale to, co rada ma robić, siłą rzeczy oznacza, że wkracza w realną politykę w rządzie.

Do pewnego stopnia tak. Ja mam poczucie, że w pewnym stopniu wchodzę w sferę polityki. Przecież za każdym projektem kryje się jakiś ośrodek analityczny, resort czy departament w ministerstwie. Czyli recenzując ich pomysły, trochę polityki dotykamy. Ale tylko w wymiarze merytorycznym.

Chyba nie tylko. Powołanie rady wzbudziło wielkie emocje u ludowców. Dla nich powołanie rady to kolejny zamach na kompetencje wicepremiera ds. gospodarczych Waldemara Pawlaka.

Jeśli tak to jest oceniane, to nic na to nie poradzimy. My będziemy oceniać tylko merytoryczną wartość programów, koncepcji, rozwiązań.

Stanowisko rady ma być jednolite?

Takie jest założenie, że będziemy się starali patrzeć na różne projekty na tyle dokładnie, by móc dojść do konkluzji, pod którą każdy z członków będzie mógł się podpisać.

*prof. Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów