Propozycje nowych rozwiązań prawnych przedstawił w miniony weekend w rozmowie z Financial Times Gerhard Zeiler, prezes zarządu RTL Group, która jest największą w Europie grupą radiowo-telewizyjną. – W ciągu najbliższych pięciu lat nasza branża będzie musiała podjąć kroki, które pozwolą na zaoferowanie nowych form reklamy – powiedział Zeiler.

– Możemy zwrócić się do instytucji regulujących nadawanie reklam, co już się dzieje w niektórych krajach, i zapytać, dlaczego nie mielibyśmy pokazywać logo reklamodawcy, powiedzmy w prawym górnym rogu ekranu, skoro w lewym znajduje się logo nadawcy – przekonuje szef mającej siedzibę w Luksemburgu spółki.

Liberalizacja coraz bliżej

Zeiler uważa, że instytucje zajmujące się regulacją treści komercyjnych mają świadomość tego, iż wskutek kryzysu na rynku reklamy przychody naziemnych bezpłatnych stacji telewizyjnych wyraźnie spadły. Przykładem tego jest sam RTL, czego dowodzą przedstawione właśnie wyniki finansowe za ubiegły rok. Przychody działającego w 11 krajach Europy koncernu spadły o 6,9 proc. – do 5,4 miliarda euro, zaś zysk przed opodatkowaniem o 1,9 proc. do 518 milionów euro. Ale osiągnięto to dzięki przeprowadzonemu w całej Europie radykalnemu programowi cięcia kosztów. Z tego też powodu wyniki spółki za czwarty kwartał okazały się lepsze, niż oczekiwano, szczególnie w Niemczech, które są najważniejszym rynkiem dla RTL. Najgorsze zanotowała natomiast działająca w Wielkiej Brytanii stacja Five. Jej dochody spadły w zeszłym roku o ponad 21 proc., zaś udział w rynku reklamowym – o 12.

– Jestem niemal przekonany, że regulatorzy w poszczególnych krajach są coraz bardziej otwarci na stopniową liberalizację, jeśli chodzi o dopuszczalne formy reklamy – uważa Zeiler. Dodaje on, że reklamy w internecie nie są poddane żadnym ograniczeniom.

Polscy nadawcy są ostrożni

Propozycje szefa RTL, które dotyczą także zliberalizowania zasad product placementu, nie będą jednak łatwe do przeforsowania. Unia Europejska odgórnie ogranicza czas zajmowany przez reklamy do 12 minut na godzinę, zaś minimalny czas pomiędzy reklamami – w zależności od charakteru programu – to 20 lub 30 minut. W niektórych krajach przepisy w tym zakresie są jeszcze bardziej rygorystyczne. W Wielkiej Brytanii publiczna BBC w ogóle nie emituje reklam, zaś w stacjach komercyjnych ich czas nie może średnio w ciągu doby przekraczać siedmiu minut na godzinę.

Polscy nadawcy komercyjni, choć też odczuwają kryzys na rynku reklamowym, na razie ostrożnie podchodzą do pomysłu szefa RTL. – Nie przypominam sobie, żeby pomysł nieprzerwanej obecności reklam w trakcie trwania programu był w naszej stacji rozważany. Może gdyby na Zachodzie taki pomysł się przyjął, to wtedy byśmy się nad tym zastanowili, ale zmiana przepisów w polskiej rzeczywistości będzie skomplikowanym procesem – mówi nam Tomasz Matwiejczuk.

współpraca mk