– W obecnych uwarunkowaniach prawnych szanse na realizację tych inwestycji w tak krótkim czasie są niewielkie – uważa Artur Różycki, szef Enea Operator, czołowego dystrybutora energii elektrycznej.

W raporcie, który przygotowały firmy zajmujące się przesyłem podstawowych dla gospodarki mediów, postawiona jest teza jeszcze ostrzejsza: bez usunięcia barier prawnych inwestycji ocenianych jako niezbędne, obejmujących na przykład 7,7 tys. km linii energetycznych i 11,2 tys. km gazociągów, nie da się wykonać.

Teza nie jest postawiona na wyrost. Z raportu wynika, że uzyskanie pozwolenia na budowę sieci energetycznej zajmuje od około dziesięciu miesięcy do nawet kilku lat, a średni czas budowy 80 km linii niskich napięć wynosi 7–15 lat. Energetycy napotykają na problemy na każdym kroku – począwszy od wprowadzenia inwestycji do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, a na ustaleniach odpłatności za korzystanie z cudzych nieruchomości kończąc. Ekonomiczny wymiar sporów jest olbrzymi. Szacunki sporządzane przez PSE Operator wykazywały, że w skrajnym przypadku tylko ta firma mogłaby zapłacić za korzystanie z cudzych gruntów nawet do 17 mld zł.

Problemy próbuje rozwiązać Ministerstwo Gospodarki. Resort nie tylko chce usprawnić budowę ropociągów czy gazociągów, ułatwiając ich wprowadzanie do planów zagospodarowania przestrzennego, ale nawet określić ramowe zasady odpłatności za korzystanie przez energetykę z cudzych nieruchomości. W lutym pojawił się przygotowany przez ministerstwo nowy projekt założeń ustawy o korytarzach przesyłowych. – Założenia ustawy o korytarzach przesyłowych są dobre. Ich wprowadzenie w życie w dużym stopniu ułatwiłoby inwestycje – twierdzi Andrzej Pazda z Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej.

Projekt nie znalazł jednak jak dotąd pełnego poparcia rządu. Inwestycje nadal są w lesie. Sytuacja jest dramatyczna, bo być może nawet w 90 proc. energetyka korzysta z cudzych gruntów bezprawnie. – Jeśli chodzi o sieć elektroenergetyczną, Polska jest ubogim krewnym Europy Zachodniej. Takie sytuacje jak awaria szczecińska czy ta, która dotknęła Enion, mogą się powtarzać – uważa Piotr Kołodziej, prezes Vattenfall Distribution Poland.