Widzę ten film: zombi kasjerki w bankach oraz szkielety – panowie nalewający benzynę. I nieliczna młodzież, która raczej nie żywi do nich szacunku, bo jest bystrzejsza, lepiej korzysta z nowych technologii i – co może też mieć znaczenie – jest żywa, inwestuje w swoje emerytury, a nie czeka, aż państwo je wypłaci z malejących składek.

Zemsta czasu wolnego

W żadnym kraju europejskim nikt nie chce się zgodzić na podniesienie wieku emerytalnego, na pracowanie pięć czy siedem lat dłużej. Wszyscy wiemy, że to niedobrze, ale też wszyscy wiemy, że człowiek nie po to żyje, żeby pracować. Praca jest zajęciem, jakie zostało nam narzucone, jakie musimy wykonywać, żeby zarabiać pieniądze, które musimy mieć, żeby je wydawać. Jednak przez cały dwudziesty wiek, a już na pewno po II wojnie światowej uczono nas, jak wykorzystywać czas wolny, bowiem celem życia miało być właśnie posiadanie czasu wolnego. Ileż to dzieł socjologicznych poświęcono analizom tego, jak ludzie wykorzystują czas wolny i jak powinni go wykorzystywać!

Rozwija się rozmaite formy zagospodarowania ludzi na emeryturze: uniwersytety trzeciego wieku, stowarzyszenia dobroczynne, a przede wszystkim do nieprawdopodobnych rozmiarów rośnie przemysł turystyczny, a ludziom po 65. roku Unia Europejska i poszczególne kraje dają rozmaite zniżki i przywileje.

Wszyscy ci starcy i staruszki, najczęściej znakomicie przechowani dzięki zdrowemu trybowi życia i postępom medycyny, pętają się po włoskich miasteczkach, wykupują domki w Hiszpanii czy wylegują się plażach. Czasem widać nawet, jak ich przepędzają po Krakowie, aparaty cyfrowe sprawią, że potem będą się godzinami w internecie wymieniać zdjęciami z podróży. Czy ktokolwiek policzył, jakie straty poniosłaby gospodarka z racji ograniczenia ruchu turystycznego, gdyby ich zagonić do pracy?

Zastanówmy się jednak poważnie, jak może wyglądać Europa, w której ludzie starsi będą stanowili znaczną większość, a wobec tego podstawowym zajęciem wszystkich będzie obsługiwanie ich z różnych powodów i na różne sposoby. Jaka z tego wynika wizja kultury, życia społecznego i polityki? I jakie będą relacje między młodymi, zdającymi sobie doskonale sprawę ze swojego potencjału, a starszymi, coraz bardziej zbędnymi i obciążającymi budżety narodowe? Przecież trudno sobie wyobrazić, żeby były kwitnące, skoro taka Europa stanie się obciążeniem nie tylko dla samej siebie, ale także starym człowiekiem świata, w którym niegdyś szanowana mądrość starca nie jest już ceniona, zresztą zapewne słusznie.

Trzecia rewolucja

Mamy, jak sądzę, do czynienia z początkiem trzeciej wielkiej rewolucji społecznej, jakie rozpoczęły się w XX wieku, a dokonały w wieku XXI. Pierwsza to zniknięcie (Polska jest tu wyjątkiem ze znanych powodów) warstwy chłopskiej. Zatrudnienie w rolnictwie wynosi obecnie od 3 do 8 proc. (w najuboższych krajach) i ciągle maleje, mimo zaciętej i skutecznej walki rolników z nowoczesnością i mimo sprzyjających im regulacji Unii Europejskiej. Chłopów już nie będzie, co oznacza, że nie będzie ludu, kultury ludowej i wszystkiego, co z tradycjami rolniczymi związane.

Druga rewolucja polegała na tym, że bardzo wiele wzorów kulturowych i obyczajowych rozpoczyna swój marsz „od dołu”, a nie „od góry”. To nie warstwy wyższe narzucają ton, lecz przeciwnie. W XX wieku był to na przykład jazz, muzyka najbiedniejszych czarnych, dżinsy – strój robotniczy, w wieku XXI wydaje się język, który ulega radykalnemu uproszczeniu i deprawacji. Używanie słów powszechnie uważanych za wulgarne (nie jest to tylko Polski fenomen) w normalnych rozmowach, i to także przez kobiety, stało się powszechne, a ubóstwo języka wynika, między innymi, z wymuszenia zwięzłości przez komunikację internetową. Przy wszystkich fantastycznych sukcesach internetu i w szczególności Twittera, 140 znaków to tylko sygnał, a bardzo rzadko myśl. Chamstwo językowe wkroczyło wszędzie, także do literatury pięknej, i nic już tego nie cofnie.

Trzecia rewolucja właśnie się zaczęła i o niej tutaj piszemy. Jest to przejęcie władzy społecznej, technologicznej i gospodarczej na razie przez ludzi do 35. roku życia. Nie sądzę, byśmy do końca zdawali sobie sprawę z konsekwencji tej rewolucji, gdyż to dopiero początki. Z ewentualnych skutków już teraz można wymienić następujące: zerwanie ciągłości pokoleniowej, zerwanie solidarności międzypokoleniowej i zasadniczą zmianę stosunku do polityki.

Pokoleniowe pęknięcie

Zerwanie ciągłości pokoleniowej zapowiadano już od kilku dekad. Taki między innymi sens ma sławne powiedzenie Hannah Arendt na temat „zerwanej nici tradycji”. Oznacza to, że pewien typ zdrowego konserwatyzmu obyczajowego i duchowego jest już niemożliwy, gdyż dla młodych pokoleń nie będzie miała większego znaczenia nie tylko tradycja, ale doświadczenie czy osiągane dzięki niemu poczucie smaku i intuicja. Odwracając to rozumowanie – nastąpi całkowita dominacja postaw radykalnie liberalnych, do której stara Europa nie jest ani przygotowana, ani nie jest i nie była prawdziwie liberalna. W gruncie rzeczy mimo niewątpliwe akceptacji pluralizmu wartości Europejczycy ciągle żyją w świecie wspólnotowym. Wynika to zarówno z historii, jak i z niesłabnącego szacunku dla lokalności, swojskości. Ten rodzaj ciepła społecznego, który wciąż sobie – mniej lub bardziej – cenimy, zniknie na zawsze.

Zerwanie solidarności międzypokoleniowej także już ma miejsce, ale to również tylko początki. Wyraźnym jego objawem jest zanik wielopokoleniowych rodzin mieszkających razem, co można tłumaczyć urbanizacją i warunkami lokalowymi, ale nie jest to wyjaśnienie dostateczne. Od co najmniej stulecia (od czasów Zygmunta Freuda) wyjaśnia się nam na różne sposoby, że rodzina stanowi zarówno obciążenie, jak i że jesteśmy jej członkami na zasadzie przypadku. Tu bardzo silnie dołączył się egzystencjalizm i wynikające z niego poczucie absurdu.

Stąd względna siła rodziny „nuklearnej”, ale także siła słabnąca. Stąd także łatwość decyzji dotyczących rozwodu, których liczba będzie lawinowo rosła. Ale solidarność międzypokoleniowa polegała także na powiązaniach gospodarczych, na tym, że o własności (jakiejkolwiek własności, od domu po przedsiębiorstwo) myślano w kategoriach wnuków i prawnuków. Ślady takich wyobrażeń jeszcze funkcjonują, ale z wielu względów, chociażby z racji budowania majątków na pomysłach związanych z nowymi technologiami, idea własności wielopokoleniowej będzie stopniowo zanikała.

W istotnym stopniu osłabi to poczucie sensu życia starszego pokolenia. A poza tym wzmocni skłonności egoistyczne, bowiem skoro nie pracuję „dla dzieci”, to dlaczego mam nie wydać wszystkiego na przyjemności wieku starszego, na te niekończące się rozrywki turystyczne i podobne. Wreszcie więź międzypokoleniowa polegała na zjawisku mało znanym, ale stwierdzonym bez wątpliwości przez socjologów. Do niedawna wybory polityczne dzieci były niemal w 90 proc. identyczne jak rodziców. Obecnie młodzi albo nie głosują, albo głosują inaczej.

Smutek Zachodu

Obserwacja ta prowadzi nas do kwestii traktowania polityki. I tym razem nie tylko starzenie się Europy jest przyczyną zmian, jakie wyliczę, ale jedną z najważniejszych. Otóż przeżywamy niewątpliwy czas degradacji polityki. Zaś dominacja tendencji liberalnej (prywatnie całkiem lubię świat liberalny) powoduje narastające przekonanie, że polityka jest w zasadzie tylko balastem. I tak w starzejącej się Europie będą przez czas jakiś ścierały się dwie tendencje: dowartościowania polityki jako sfery najważniejszych publicznych decyzji i jej odsuwania jako sfery zbędnej i coraz bardziej nieprawdziwej, medialnej raczej niż rzeczywistej.

Wizja starzejącej się Europy to zatem wizja nie przerażająca, lecz smutna. Nie można bowiem liczyć na to, że dawne wartości – jak chciał kiedyś Tocqueville – zostaną przeniesione do przyszłości. Oczywiście, ponieważ proces starzenia będzie długotrwały, doczekamy się jeszcze wielu skazanych na porażkę prób odwrócenia tej tendencji i wielu książek w katastroficznym duchu. Jak jednak doskonale wiadomo, z narzekania i wizji apokaliptycznych nic pozytywnego nie wynika. A Europa jest stara, będzie starsza, a kiedyś odmłodnieje – ale już w bardzo odmiennej formie.