Shell, konkurujący z BP o miano największej firmy naftowej w Europie, szacuje, że jego produkcja wzrośnie w 2012 roku o 11 proc. do 3,5 mln baryłek dziennie.

Jak zapewnił w dzisiejszym oświadczeniu Peter Voser, dyrektor wykonawczy, grupa dokonuje istotnych inwestycji w nowe projekty, a najlepsze perspektywy rozwoju przypadną na lata 2015-2020.

Szef koncernu liczy na zwiększenie produkcji dzięki nowym projektom w Katarze, Malezji i Brazylii. W 2010 roku na wydatki kapitałowe przeznaczono 28 mld dolarów, a w latach 2011-14 co roku od 25 mld dolarów do 27 mld dolarów.
“Wszystko wskazuje na to, że Shell minął punkt zwrotny” – mówi Gudmund Halle Isfeldt, analityk DnB NOR z Oslo, który rekomenduje kupno akcji koncernu.

Spółka dokonuje obecnie oceny ponad 35 swoich projektów, które mogą zwiększyć wydobycie i produkcję o 8 mld baryłek. Voser chce w wyniku cięć kosztów zaoszczędzić w tym roku 1 mld dolarów i do końca przyszłego roku zmniejszyć zatrudnienie o 2 tys. osób, aby stawić czoła ekonomicznemu spowolnieniu, które spowodowało spiętrzenie zapasów paliwa w USA i Europie.

W zeszłym roku produkcja Shella spadła o 3 proc. do 3,152 mln baryłek dziennie wobec 3,248 mln baryłek w 2008 roku. W grudniu firma wypompowała pierwszy milion baryłek ze złoża naftowego Parque das Couchas na szelfie morskim Brazylii. 

W marcu wspólnie z PetroChina koncern zaoferował 3,02 mld dolarów za przejęcie australijskiego producenta gazu Arrow Energy. Akwizycja zapewni Shellowi dodatkowe rezerwy gazu dla wsparcia produkcji we własnych wytwórniach skroplonego gazu LNG.

Akcje Shella podrożały w tym roku o 18 proc.