Zgodnie z wtorkową decyzją Komisji Europejskiej, środki musi zwrócić aż 21 krajów członkowskich na łączną sumę 346,5 mln euro. "Musimy być pewni, że kraje członkowskie przeprowadzają wystarczające kontrole w terenie, a pieniądze europejskiego podatnika są dobrze wydawane" - powiedział rumuński komisarz ds. rolnictwa Dacian Ciolos. PAP już we wrześniu informowała, że KE chce nałożyć na Polskę karę w wysokości około 400 mln zł za uchybienia, głównie administracyjne, w dokładnym określaniu za pomocą zdjęć lotniczych obszarów rolnych, którym przysługują dopłaty.

We wtorkowym komunikacie prasowym KE napisała, że Polska musi zwrócić 92 mln euro za "różne niedociągnięcia w dopłatach obszarowych z okresu 2006-2007". Zdaniem KE, Polska nie przeprowadziła w terenie wystarczających kontroli tam, gdzie stwierdzono najwięcej nieprawidłowości.

"Fundamentalny problem to sprawdzanie, czy obszary zostały poprawnie wytyczone. Wydaje się, że była pewna liczba obszarów, które otrzymały dopłaty, mimo że się do tego nie kwalifikowały. Każdy kraj członkowski ma obowiązek sprawdzenia w terenie, czy podane liczby są prawidłowe. Eksperci KE uważają, że to nie zostało zrobione w sposób wystarczający" - powiedział PAP rzecznik Ciolosa, Roger Waite.

Procedura nakładania kary jest długa. List z informacją o groźbie kary, sięgającej 5 proc. dopłat, czyli ok. 150 mln euro, KE wysłała do Polski w sierpniu zeszłego roku. Potem odbył się tzw. komitet pojednawczy, w ramach którego Polsce udało się nieco zmniejszyć karę. Polska - jeśli nie zgadza się z wyliczeniami KE - może jej decyzję zaskarżyć do unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Minister rolnictwa Marek Sawicki poinformował PAP, że Polska zaskarży decyzję Komisji do Trybunału w Luksemburgu. Zauważył, że kara dla Polski w wyniku działań resortu i tak uległa zmniejszeniu o 1/3, czyli o 60 mln dolarów. Minister wyjaśnił, że Polska w latach 2004-2006 do obliczania wysokości dopłat bezpośrednich stosowała system katastralny czyli istniejący system ewidencji gruntów. Zaznaczył, że utworzenie ewidencji na podstawie zdjęć satelitarnych czy lotniczych (czyli ortofotomap) wymagało czasu, o czym KE wiedziała.