Liczba rejestracji nowych samochodów w Europie wzrosła w lutym do 974,3 tys. sztuk – podało wczoraj Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA). Producenci alarmują, że sytuacja na rynku jest zła. Carlos Ghosn, szef Renault, prognozuje tąpnięcie rynku w kolejnych miesiącach, tak, że cały 2010 rok zakończy się spadkiem sprzedaży, przekraczającym nawet 10 proc. Twierdzi, że taki będzie efekt stopniowego wygaszania programów dopłat do złomowania samochodów.

Rządowe programy wsparcia wprowadzone na początku kryzysu wsparły zeszłoroczną sprzedaż. Jak bardzo, pokazuje przykład Niemiec, gdzie dopłaty skończyły się we wrześniu 2009 r. O ile w ubiegłym roku rynek ostro piął się w górę, tak od początku tego roku równie szybko spada. Zarejestrowano tam w lutym ponad 194,8 tys. samochodów, co oznacza 29,8-proc. spadek wobec ubiegłego roku.

W tym samym czasie we Francji, gdzie dopłaty wciąż są, sprzedaż wzrosła o 18,2 proc. Jednak zarejestrowane w Niemczech ponad 194 tys. samochodów pozwoliło odzyskać utracony w styczniu prymat w Europie. Najmocniejsze wzrosty zanotowano w lutym w Hiszpanii (+47 proc.), Wielkiej Brytanii (+26,4 proc.) i Włoszech (+20, 5 proc.).

W Polsce zarejestrowano w poprzednim miesiącu o 19,2 proc. mniej niż rok temu. Marnym pocieszeniem może być fakt, że o wiele gorzej sytuacja wygląda na Węgrzech, w Bułgarii i Rumunii. W tych krajach nieprzerwanie od początku kryzysu spadki sprzedaży sięgają od 40 do 60 proc. W efekcie w Bułgarii sprzedaje się teraz miesięcznie ponad tysiąc samochodów, a na Węgrzech i w Rumunii zaledwie po trzy tysiące.

Kłopoty niemieckiego rynku odbiły się negatywnie na kondycji Volkswagena – największego sprzedawcy aut w Europie. Firma po raz pierwszy od kilku miesięcy odnotowała spadek sprzedaży (o 2 proc.). Wynik Toyoty pogorszył się o ponad 20 proc. Niespodziewany, ponad 30-proc. wzrost zanotował Nissan.