Ekonomiści oczekiwali mniejszego wzrostu płac (o 2,6 proc.), ale trudno nazwać dane podane wczoraj przez Główny Urząd Statystyczny dobrymi. Tym bardziej że rok temu pensje rosły w tempie 10 proc. każdego miesiąca. – Teraz sytuacja gospodarcza jest zupełnie inna; trudno oczekiwać, by wzrost płac w tym roku był wyższy niż 3 proc., góra 4 proc. – twierdzi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao.

Po raz trzynasty z rzędu spadło zatrudnienie w firmach – na koniec lutego wyniosło niespełna 5,3 mln osób, o 1,1 proc. mniej niż w lutym 2008 roku. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że dynamika spadku zatrudnienia zmniejsza się systematycznie z miesiąca na miesiąc. – Jeżeli mamy ożywienie gospodarcze, to rynek pracy odżywa ostatni, poza tym luty był ciągle mroźny – przypomina Jakub Borowski, ekonomista Invest Banku.

Zła pogoda nie sprzyjała zatrudnianiu w budownictwie czy w handlu. Aby sytuacja na rynku pracy się poprawiła, potrzeba silniejszego ożywienia w gospodarce. – Bez wzrostu inwestycji prywatnych firm sytuacja w płacach i zatrudnieniu szybko się nie poprawi – mówi Marcin Mrowiec.

Część ekonomistów jest jednak dobrej myśli. Według Romana Przasnyskiego, głównego analityka Gold Finance, sytuacja na rynku pracy stopniowo się poprawia. Liczba zatrudnionych w przedsiębiorstwach jeszcze się zmniejsza, ale coraz wolniej. Według niego lepiej jest z płacami: średnie wynagrodzenie wzrosło w lutym jednak bardziej, niż się spodziewano.