Opublikowany wczoraj ranking tylko potwierdził te fakty. Ale tylko wyjątkowy zbieg okoliczności sprawił, że najlepszy grunt do budowy elektrowni jest w rękach spółki Skarbu Państwa. Już mógł go mieć Jan Kulczyk. I, jak przystało na biznesmena, podyktowałby rządowi odpowiednią cenę. I nikt nie mógłby mieć do niego pretensji.

Ale oczywiście by miał. Ba! Zamiast narodowej zgody na atom mielibyśmy polityczną awanturę. Bo przecież to „ten sam Kulczyk”, co go słynna orlenowska komisja przyłapała na rozmowach z Rosjanami. Zagrożenie bezpieczeństwa państwa – grzmiałaby opozycja z jednej strony. Druga nie byłaby dłużna.

Czytaj więcej: Obyło się bez spisku