Amerykanie już od dawna nie przejmują się kwestią grecką. Parkiety europejskie były wrażliwsze na tym froncie, ale dzisiaj pokazały, że tonąca Grecja już im nie szkodzi. Okazało się bowiem, że wtorkowy plan pomocowy dla zadłużonego kraju tak naprawdę nie istnieje… Grecki premier daje Unii Europejskiej tydzień na stworzenie mechanizmu pomocowego, bo inaczej zwróci się o pomoc do MFW. Co ciekawe słychać głosy z Niemiec, że nie jest to złe rozwiązanie. Przypomnę, że jeszcze niedawno wykluczano taką możliwość.

Apel Grecji wygląda na głos kraju wyraźnie potrzebującego pomocy, co nie wróży dobrze na przyszłość. Rynki jednak machnęły na całą sytuację ręką i pomimo silnego technicznego wykupienie nie chcą się zbytnio korygować. Pomagały publikowane dzisiaj dane makroekonomiczne. Inflacja w lutym pozostała bez zmian w relacji miesięcznej, a w stosunku rocznym wzrosła o 2,1 proc. (w styczniu zanotowano wzrost o 2,6 proc.). Dane pozytywne, gdyż oddalają widmo podwyżek stóp, czego rynek się obawia. Ponadto spadła cotygodniowa ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych oraz jej czterotygodniowa średnia. Oczekiwania co prawda były większe, ale dla rozgrzanych do czerwoności byków nie było to aż tak istotne.

Krajowy parkiet co prawda notowania rozpoczął od spadku, ale z biegiem czasu popyt podnosił ceny i popołudniu na chwilę pojawił się nawet kolor zielony. Nie zdołano go jednak utrzymać do końca. Nadmiernego optymizmu nie wywołał drugi zestaw danych zza oceanu, w którym indeks Fed z Filadelfii wzrósł bardziej od prognoz, a indeks wskaźników wyprzedzających zwiększył się o 0,1 proc, czyli zgodnie z oczekiwaniami. Końcówka sesji była bardzo słaba i sprowadziła indeks największych spółek o 0,8 proc. poniżej wczorajszego zamknięcia.

Na rynku walutowym euro traciło, co tłumaczyć można problemem greckim. Nasza waluta również traciła, jednak nie był to znaczny spadek. Tak naprawdę na obu rynkach od jakiegoś czasu panuje konsolidacja i niezdecydowanie w jakim kierunku będziemy zmierzali w najbliższej przyszłości.