Konflikt związków zawodowych z zarządem LOT-u przybiera na sile. Zarząd LOT- u zapewnia: zmiany w regulaminie pracy i wynagrodzeń spowodują, że jedni będą zarabiać mniej, inni tyle samo, a jeszcze inni nawet więcej.

Tymczasem związkowcy uważają, że nowy regulamin oznacza obniżkę pensji średnio o 20 proc. Według nich, zarząd kroczy po cienkiej linie, bo zmiany w regulaminie nie zostały uzgodnione z załogą. Dodatkowo sąd wciąż nie orzekł, czy w ubiegłym roku zgodnie z prawem wypowiedziano zakładowy układ zbiorowy pracy, regulujący wcześniej kwestie wynagrodzeń. Decyzja w tej sprawie najprawdopodobniej zapadnie dopiero w maju.

Zarząd: nie ma wyjścia

Władze spółki nie widzą jednak innego wyjścia. – Jeżeli mamy być firmą konkurencyjną, to nie możemy bazować na układzie sprzed 17 lat – mówi Jacek Balcer, rzecznik prasowy PLL LOT. Wyjaśnia, że na pewno skończyły się czasy, w których premia należała się każdemu na koniec każdego kwartału. Nowy regulamin wynagradzania wprowadza większą zależność między premią a efektami pracy. Dodaje, że nowy regulamin jest kolejnym – po ubiegłorocznych zwolnieniach grupowych – elementem uzdrawiania sytuacji finansowej spółki.

– Jest też alternatywą do dalszych zwolnień grupowych w firmie – dodaje Jacek Balcer. Zbija też argumenty związków o zakładowym układzie zbiorowym pracy. – My stoimy na stanowisku, że układ rozwiązany został zgodnie z prawem – mówi Jacek Balcer. Jego zdaniem świadczy o tym fakt, że sąd nie zdecydował się na zabezpieczenie roszczeń pracowników, którzy chcieli, żeby uznano obowiązywanie starego układu do rozstrzygnięcia sprawy. Związkowcy twierdzą, że stało się tak przez błąd formalny.

Dlatego na miejscu zarządu do ostatecznego rozstrzygnięcia nie wprowadzałbym tych regulaminów – mówi Stefan Malczewski, przewodniczący Solidarności w PLL LOT. Jednak Jacek Balcer uważa, że spółka nie może sobie pozwolić na bezczynne oczekiwanie na werdykt, bo jeżeli za kilka miesięcy okaże się, że racja leży po stronie zarządu, to ten okres byłby najzwyczajniej stracony.

Tajemniczy plan awaryjny

Jednak nasuwa się pytanie, co stanie się, gdy to jednak pracownicy będą mieć rację? – Wtedy będziemy zmuszeni do poszukiwania nowych rozwiązań – mówi Jacek Balcer. Nie zdradza jednak awaryjnego planu zarządu, choć nieoficjalnie coraz częściej krąży wersja o kontrolowanym bankructwie firmy. – W LOT panuje chaos prawny, a zarząd poważnie ryzykuje, działając metodą faktów dokonanych. Załoga obawiająca się o swoją przyszłość może nawet zdecydować się na sięgnięcie po ostateczne środki wyrażenia swojego sprzeciwu – mówi Zbigniew Sałek, szef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.

To, jak bardzo uciążliwe dla linii lotniczych jest niezadowolenie pracowników, pokazał chociażby niedawny strajk pilotów Lufthansy, który skutecznie na kilka dni sparaliżował działalność tej firmy. Według Zbigniewa Sałka, w przypadku LOT nawet strajk włoski oznaczałby poważne kłopoty dla firmy, gdyż na pewno doprowadziłby do obniżenia liczby przewożonych pasażerów.

Pytanie, co na to wszystko Ministerstwo Skarbu Państwa – właściciel LOT? – To nie minister ustala pensje. Sytuacja spółki wymaga zaangażowania wszystkich stron i w celu poprawienia jej płynności finansowej – mówi Maciej Wewiór, rzecznik prasowy Ministerstwa Skarbu Państwa.