Nie jest już regułą, że mieszkańcy największych miast płacą najwyższe składki za ubezpieczenia. Ceny polis w coraz większym stopniu zależą od profilu samego klienta i sposobu używania auta, a nie wielkości miejscowości, w której mieszka.

Mieszkańcy Warszawy nie płacą najwyższych składek za polisy komunikacyjne – wynika z analizy ofert dziewięciu firm dla 20 tys. osób przygotowanej przez Rankomat.pl, porównywarkę internetową. Badanie obala mit o wysokich cenach za ubezpieczenie, który pokutuje wśród przenoszących się do stolicy. W efekcie wiele osób nie zmienia adresu zameldowania i ubezpiecza auto w swoim rodzinnym mieście.

W stolicy zaoszczędzisz

Tymczasem jeśli przenoszą się np. z Trójmiasta i kupują swoje pierwsze auto za mniej niż 10 tys. zł, w Warszawie zapłacą za polisę OC 734 zł, a u siebie 766 zł. Zamożniejsi mieszkańcy Śląska, którzy jeżdżą autem za ponad 50 tys. zł, przy przenosinach do Warszawy mogą oszczędzić jeszcze więcej. Za pakiet OC i AC u siebie zapłacą niemal 8 tys. zł, a rejestrując auto w Warszawie – nieco ponad 5 tys. zł.

W dużym mieście jest taniej

Powoli przestaje być też regułą, że mieszkańcy mniejszych miast w danym województwie płacą niższe składki. W wielu miejscach różnice wciąż sięgają 15 – 25 proc. Ale na przykład w województwie opolskim zapłacą oni za samo OC dla taniego auta o 17 proc. więcej, a za AC i OC nawet 40 proc. więcej niż ci z miasta wojewódzkiego. Na Podkarpaciu przy aucie powyżej 50 tys. zł ta różnica sięga 33 proc. na niekorzyść mieszkańców mniejszych miast, i to zarówno przy samym OC, jak i pakiecie OC plus AC. Takie wyjątki mogą być pochodną tego, że towarzystwa wyławiają regiony, w których powstaje niespodziewanie dużo szkód. Na przykład złą sławą wśród ubezpieczycieli cieszy się odcinek trasy E7 między Ostródą a Olsztynkiem. Tam problemem są włączający się do ruchu kierowcy. Efekt jest taki, że dochodzi do wielu poważnych wypadków. A to duży koszt dla ubezpieczyciela. Stąd wyższe stawki akurat w tym regionie. Podobnie rzecz się ma z regionami, w których ginie więcej aut niż przeciętnie. Towarzystwa od razu reagują tam podwyżkami składek, żeby nawet pozbyć się klientów. Nie wszystkie jednak dotyka wzrost liczby szkód w jednakowym stopniu. Dlatego towarzystwa różnią się w swoim nastawieniu do kierowców z danego regionu, a to powoduje różnice w ofertach dla tego samego profilu kierowcy i auta.

Choć cały czas utrzymują się dysproporcje między cenami w miastach czy aglomeracjach o większej liczbie mieszkańców a mniejszymi ośrodkami, to i tu powoli zanikają utarte schematy. Na przykład przy OC dla najtańszego auta na najniższe ceny mogą liczyć mieszkańcy Łodzi, którzy zapłacą prawie o połowę mniej niż mieszkańcy Trójmiasta. Ale już przy zakupie OC i AC dla auta o wartości 10 – 50 tys. zł w obu miastach ceny będą podobne.

– Obecnie nie tylko liczba mieszkańców decyduje o wysokości składki – mówi Wojciech Rabiej, szef Rankomatu.pl.

Drożej tam, gdzie kradną

Dodaje, że na cenę ubezpieczenia wpływa także infrastruktura dróg, liczba skradzionych aut na 1 tys. mieszkańców czy to, że kierowca pracuje w większej odległości od miejsca zamieszkania. Efekt jest taki, że formularze zapytań przy zawieraniu umowy są coraz dłuższe. Na przykład żeby ustalić to, jakimi drogami klient porusza się w ciągu dnia, niektóre firmy pytają o kod pocztowy miejsca parkowania samochodu w nocy i miejsca parkowania w dzień.