ROZMOWA

MARCIN PIASECKI

IRENEUSZ CHOJNACKI

Wspomina pan jeszcze prezesurę w Petrochemii Płock? Myśli pan o inwestycjach w branży paliwowej?

KONRAD JASKÓŁA*

Moja praca w płockiej Petrochemii, choć bardzo fascynująca i efektywna, to jednak dawna historia. Natomiast jeśli chodzi o inwestycje, to akurat w tym sektorze ich nie planujemy. Chcemy się zmieniać i chociaż jesteśmy przede wszystkim generalnym wykonawcą, czyli realizujemy usługi na czyjeś zlecenie i za cudze pieniądze, to naszą intencją jest, żeby w przyszłości prowadzić również działalność operatorską dającą przewidywalne, ciągłe przychody. Aktualnie funkcjonujemy od kontraktu do kontraktu.

W jakich branżach widzicie szanse na te stałe, bardziej stabilne przychody?

Rozwijamy usługi remontowe dla energetyki czy też produkcję wyrobów stalowych i szalunków krat podestowych. Uruchomiliśmy pod koniec zeszłego roku w Siedlcach jeden z najnowocześniejszych i największych zakładów produkcji wyrobów stalowych i ocynkownię w tej części Europy. Co więcej, w niektórych dziedzinach chcemy być też operatorem. Zamierzamy powołać spółkę z naszym większościowym udziałem, żeby wybudować elektrociepłownię gazową w Tarnowie. Ma ona produkować ciepło dla Tarnowa oraz ciepło i prąd dla Zakładów Azotowych Tarnów, a nadwyżki prądu zakładamy sprzedawać Tauronowi. Ten projekt to demonstracja naszej woli modyfikowania profilu działalności.

W drogownictwie jest teraz rynek wykonawców czy zamawiających?

Zdecydowanie zamawiających, a przy tym dochodzi do zniekształceń rynku. W przypadku budowy niektórych odcinków autostrad A1 i A2 Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przyjęła oferty wykonawców spoza Unii Europejskiej określone na 42 proc. i 48 proc. budżetu, jaki miała do dyspozycji. To zdecydowanie poniżej kosztów realizacji budowy, nawet uwzględniając bylejakość wykonania czy mnogość zamiennych rozwiązań.

Oburza się pan?

Tak, bo wiem, że te firmy są firmami państwowymi i że ich oferty to strategia polityczna wejścia do Europy. Jeśli nie zmieszczą się w kosztach zamawiającego, to uzyskają subsydia od swojego rządu, a dzięki kontraktom w Polsce zdobędą europejskie referencje i pójdą dalej. To już nie są pojedyncze przypadki, bo do A1 startują wielokrotnie firmy zachowujące się podobnie. Nie ukrywam, że moim zdaniem budowa autostrad to rodzaj robót publicznych i należy zrobić wszystko, żeby projekty były realizowane głównie przez firmy polskie i by to one zarabiały.

Co w takim razie z zamówieniami z drogownictwa?

Drogownictwo daje nam około 15 proc. sprzedaży. W tym roku zrealizujemy w konsorcjach roboty drogowe za około 900 mln zł, a w ubiegłym wykonaliśmy kontrakty w tym sektorze za 550 mln zł. W sumie mamy portfel zamówień warty 7,5 mld zł, a z tego do realizacji w tym roku sporo ponad 4 mld zł.

No to jednak mimo narzekań sobie radzicie.

Tak, ale na robotach drogowych udaje się teraz osiągnąć marżę niewiele ponad 1 proc., a średnia dla naszej firmy przekracza 3 proc.

Jak wpłynął na wyniki Polimeksu (POLIMEXMS) kryzys? Część sektorów, w których pracujecie, uchodzi za wrażliwą?

Przez ostatnie dwa, trzy lata nasze przychody rosły o 10–15 proc. rocznie, a zysk jeszcze szybciej nawet bez uwzględniania jednorazowych transakcji. Zasadniczo kryzysu nie notowaliśmy, ale są obszary zamówień, które się skurczyły. Tak się dzieje np. z budownictwem przemysłowym. Spadły inwestycje zagraniczne i nie rozpoczyna się dużych budów. Rekompensujemy to jednak zamówieniami z innych dziedzin. Na przykład jeszcze trzy lata temu sprzedaliśmy kolejom usługi za około 100 mln zł, a w ubiegłym roku już za 550 mln zł.

Działacie w różnych branżach. Gdzie pan widzi największe szanse rozwoju?

W energetyce, bo musi być dokumentnie przebudowana. W energetyce nie było znaczących inwestycji przez 20 lat. Teraz właściwie trzeba zbudować nowy system przesyłu i dystrybucji i jeśli mamy się rozwijać, to muszą powstawać nowe elektrownie, spełniające unijne normy ochrony środowiska. Po to, żeby być wiarygodnym partnerem dla inwestorów, zdecydowaliśmy się na inkorporację spółek zależnych pracujących m.in. dla energetyki. W ten sposób chcemy obniżyć też koszty działania grupy, scentralizować finanse i konsolidować całość wyników przejmowanych spółek, które przypadały innym ich akcjonariuszom. Przewiduję, że m.in. dzięki temu nasza rentowność zbliży się do 4 proc., a roczne koszty będą istotnie niższe.

Stawiacie na energetykę. Czy przewidujecie strategiczny alians z dużym graczem jak Siemens, Alstom czy Hitachi?

Obecny układ właścicielski, który mamy, czyli około 40 proc. akcji firmy w rękach funduszy emerytalnych, a 60 proc. w wolnym obrocie, nam odpowiada. Nadrzędnym celem naszego działania jest budowanie wartości firmy de facto dla akcjonariuszy. To oni zdecydują o perspektywie inwestowania w naszą spółkę. Sytuację, że ktoś z wielkich sięgnie po nas, bo polski rynek energetyki jest atrakcyjny, mamy na uwadze. Inkorporacja spółek energetycznych i dywersyfikacja działalności to nasza ucieczka do przodu.

Sprytnie...

To nie spryt, a jak sądzę wykorzystanie naszego potencjału i warunków rynkowych dla rozwoju firmy.

Nie niepokoi pana, że duża część działalności Polimeksu zależy od zamówień z sektora publicznego?

Nie. Instytucje państwowe to dobrzy płatnicy, ale dla bezpieczeństwa staramy się być w miarę niezależni. Dywersyfikujemy klientów zamawiających nasze usługi. Produkujemy konstrukcje stalowe, kraty pomostowe, transformatory, świadczymy usługi cynkowania ogniowego. Udział eksportu w naszej sprzedaży to już około 25 proc., czyli sporo ponad 1 mld zł. Mamy spółki w Rumunii i coraz mocniej angażujemy się na Ukrainie – rozwijamy produkcję w Czerwonogradzie i budujemy cynkownię w Żytomierzu.

* Konrad Jaskóła

od 2004 roku prezes Polimeksu-Mostostalu, wcześniej m.in. był prezesem Polimeksu-Cekop i Petrochemii Płock