Huty szkła, wspólnie z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem, chcą, by obrót gazem ziemnym był rozliczany nie tylko w złotówkach, ale również w walutach obcych – dowiedział się DGP. Huty, które większą część swojej produkcji eksportują, zwróciły się do PGNiG o przeforsowanie takiego rozwiązania. PGNiG chętnie by się na to zgodziło, ale w świetle obowiązujących przepisów nie jest to możliwe. Firmy twierdzą, że niepotrzebnie narażone są na ryzyko walutowe.

Radosław Dudziński, wiceprezes PGNiG, rozumie, że huty chcą płacić za surowiec w euro i dolarach, czyli w walucie, w jakiej sprzedają produkty. Muszą jednak robić to w złotych, choć PGNiG gaz kupuje w dolarach. Zmiana polityki taryfowej byłaby korzystna również dla gazowego koncernu.

– Jesteśmy narażeni na ryzyko walutowe, przed którym musimy się zabezpieczać – dodaje Sławomir Hinc, wiceprezes PGNiG.

Eksperci wątpią jednak, by Urząd Regulacji Energetyki szybko zaakceptował takie żądania, bo wymagałoby to zmiany wielu przepisów. Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, twierdzi wręcz, że ryzyko walutowe będzie towarzyszyło handlowi gazem, przynajmniej dopóki Polska nie znajdzie się w strefie euro.

Szybciej dałoby się zrealizować inny postulat branży: skrócenie okresu obowiązywania taryf gazowych.

– PGNiG zwróciło się do URE o akceptację taryfy na sześć miesięcy, a nie jak dotąd na rok. Słusznie, bo obowiązująca polityka taryfowa sprawia, że rynek gazu jest bardzo sztywny – twierdzi Henryk Kaliś.

Obecnie zakłady przemysłowe zobowiązane są do nominacji rocznych, czyli określania z wyprzedzeniem ilości gazu, którą odbiorą w ciągu następnego roku.

– Często faktyczny pobór gazu odbiega od deklarowanego. Zwiększa to koszty – tłumaczy Henryk Kaliś.

Branża chemiczna proponuje, by okres nominacji skrócić nawet do kwartału. URE ma jednak wątpliwości, bo konstruowanie taryf jest bardzo skomplikowane i kosztowne. Dlatego Urząd wolałby robić to jak najrzadziej.

Zakłady mają jeszcze jedną propozycję: chcą, by zamówienia na gaz składała grupa firm.

– Kilku zakładom łatwiej skonsumować potencjalne nadwyżki, tym bardziej że można byłoby ten gaz odbierać w różnych punktach poboru, a nie jednym – zaznacza Henryk Kaliś.

Zdaniem ekspertów byłby to pierwszy krok do uwolnienia rynku gazu, na wzór rynku energii elektrycznej.