Na ławie oskarżonych zasiadł szef szanghajskiego biura firmy Stern Hu i trzech jego współpracowników. Wszystkich zatrzymano osiem miesięcy temu, podczas negocjowania wartego prawie 20 mld dol. kontraktu na sprzedaż rudy żelaza pozostającemu w rękach państwa koncernowi Chinalco. Dziś są oni oskarżeni o przyjmowanie łapówek oraz szpiegostwo przemysłowe – choć jeszcze w momencie aresztowania stawiano im zarzut „klasycznego” szpiegostwa oraz wręczania łapówek. Szczegóły aktu oskarżenia pozostają jednak tajne – na salę rozpraw w Szanghaju nie wpuszczono ani dziennikarzy, ani publiczności.

>>> Polecamy: Raport: Proces Rio Tinto

Niektóre szczegóły z przebiegu ekspresowego procesu – w którym wyrok ma zapaść już w środę – ujawnił wczoraj jeden z adwokatów. Zgodnie z jego relacją Stern Hu został oskarżony o przyjęcie w sumie 6 mln juanów łapówek (ok. 880 tys. dol.), podczas gdy jego chiński współpracownik Liu Caikui miał zagarnąć dla siebie 3 mln juanów. – Obaj przyznali się do brania łapówek, ale zakwestionowali ich wysokość – przytacza słowa jednego z obrońców internetowy portal Dow Jones Newswires. Tak czy inaczej, grozi im 7 do 10 lat więzienia.

100 mld dol. łapówek

Nie pochwalam łapówkarstwa, ale w tym kraju to często jedyna droga do prowadzenia biznesu. W ten sposób kupuje się przychylność lokalnych partyjnych notabli, praktycznie wszechwładnych na podległym im terenie. Gdyby Pekin na poważnie wydał wojnę łapówkarstwu, to zapewne spora część firm z Zachodu mogłaby mieć poważne problemy – mówi nam Nicole Cantora z brytyjskiego Overseas Development Institute.

Te słowa znajdują potwierdzenie w liczbach: Transparency International oszacowało, że tylko w ubiegłym roku na łapówki wydano w Chinach nawet 100 mld dol., co stanowi 5 proc. PKB. Firmy z Zachodu mają często w swoich budżetach specjalne „wydatki reprezentacyjne”, którymi kuszą chińskich kontrahentów. Często dzięki pieniądzom udaje im się bezkarnie łamać prawo. Jedna z firm produkujących farby – choć nie spełniała żadnych ekologicznych standardów – dzięki łapówce kupiła zgodę na otwarcie fabryki na terenie chronionym w Zhongshan na południu Chin, w którym mogły działać jedynie zakłady dysponujące technologiami przyjaznymi środowisku. Zielona produkcja była tam nagradzana niższymi podatkami. Proces pracowników Rio Tinto jest więc odczytywany jako lekcja, której Pekin udziela zachodnim inwestorom.

Pekin karci Zachód

– W ten sposób mówi im, że to on ustala reguły gry i że to oni muszą się do nich dostosować. W ten sposób odbudowuje swój autorytet po wyzwaniu, jakie rzucił mu ostatnio amerykański Google – twierdzi Cantora. Jego zdaniem Chiny to obecnie największa na świecie gospodarka i utrzymanie wzrostu sięgającego rocznie 8 – 10 proc. PKB wymaga ogromnych dostaw najróżniejszych surowców. – Niektórym wydawało się, że mogą tę sytuację wykorzystać na swoją korzyść. Że Chiny są od nich uzależnione. Władze w Pekinie pokazały, że się mylą – podkreśla.

Wygląda na to, że koncern Rio Tinto wyciągnął już wnioski z nauczki, którą dał mu Pekin. W ubiegłym tygodniu – wraz z Chinalco – po błyskawicznych negocjacjach podpisał kontrakt na wydobycie rudy żelaza w Gwinei. Prawdopodobnie na warunkach podyktowanych przez Pekin. Zapewne teraz kolejne firmy z Europy czy USA będą musiały być znacznie „przyjaźniej” nastawione do chińskich władz.

Zapewne za rok sondaż Amerykańskiej Izby Gospodarczej w Chinach pokaże, że znów przybyło niezadowolonych. Z najnowszego badania – przeprowadzonego na początku roku wśród 203 zrzeszonych w izbie firm – wynika, że aż 38 proc. z nich skarży się na nieprzychylny klimat inwestycyjny. Główne zarzuty to niejasne regulacje prawne i wykorzystywanie sądów do wymuszania ustępstw. Rok temu na takie praktyki skarżył się raptem co czwarty członek izby.

Rio Tinto napędza chiński boom

Bez Rio Tinto Chiny nie mogłyby marzyć o szybkim rozwoju gospodarczym i przegonieniu Stanów Zjednoczonych. Ten brytyjsko-australijski koncern jest od lat największym dostawcą węgla i rudy żelaza dla Pekinu. A to właśnie te dwa surowce stanowią podstawę gigantycznego ekonomicznego skoku, jakiego w ostatniej dekadzie dokonały Chiny.

Ale węgiel oraz żelazo to nie wszystko, co oferuje Rio Tinto. Ten trzeci pod względem wielkości wydobywczy koncern świata, istniejący od 1873 r., sprzedaje niemal wszystkie najcenniejsze surowce, które kryje w sobie ziemia: uran, złoto, molibden, diamenty, aluminium oraz miedź, która wciąż jest niezastąpiona dla przemysłu elektronicznego. W ubiegłym roku zysk Rio Tinto przekroczył 5 mld dol.

Czy Google zdecyduje się na porzucenie chińskiego rynku?

Jeszcze w tym tygodniu swój finał może znaleźć batalia, którą firma Google prowadzi z chińskim rządem. Amerykański potentat na rynku internetowym zagroził wycofaniem się z Państwa Środka, jeśli jego wyszukiwarka nadal będzie cenzurowana.

Do stycznia cenzura nie przeszkadzała Google’owi, który czerpał ogromne zyski z działania na największym internetowym rynku świata. Jednak na początku roku firma z Kalifornii ujawniła, że miesiąc wcześniej chińscy hakerzy włamali się na jej serwery oraz spenetrowali sieci 20 innych firm, m.in. Yahoo! i Adobe. Szefostwo Google’a podało, że u nich celem włamywaczy było przede wszystkim konta mejlowe na serwisie Gmail.com należące do obrońców praw człowieka.

Chiny z miejsca odrzuciły oskarżenia Google’a i same zaczęły go atakować. Agencja Xinhua napisała ostatnio, że firma z Kalifornii ma powiązania z amerykańskim rządem, a celem jej działania na chińskim rynku było zaszczepienie w tutejszym społeczeństwie zachodnich wartości. Z ostatnich przecieków z centrali Google’a wynika, że firma jest gotowa wycofać się z Chin, choć ma tam pozostawić swoje biuro.