Banki kuszą klientów lokatami progresywnymi, których oprocentowanie rośnie w kolejnych miesiącach. Wspólnie z Open Finance postanowiliśmy sprawdzić, czy jest to atrakcyjna propozycja. Wniosek jest jeden, nie należy kierować się oprocentowaniem w ostatnim miesiącu.

– Rosnące oprocentowanie to marchewka, która ma nęcić do trzymania pieniędzy na depozycie – mówi Mateusz Ostrowski z Open Finance.

W AIG maksymalne oprocentowanie wynosi 12 proc., ale w pierwszym miesiącu tylko 2 proc. W Citibanku rośnie ono z 2 do 11 proc., w BOŚ z 2 do 8 proc., a w Millennium z 4 do 8 proc.

– Klienci są zainteresowani tym produktem, bo obecnie średnie oprocentowanie wynosi 4,56 proc. w skali roku – mówi Marek Ubysz z Millennium.

Niestety, w wielu bankach, dopiero na wyraźne żądanie, pracownik podaje, jakie będzie średnie oprocentowanie lokaty. Najbardziej dochodowa jest lokata dynamiczna w AIG (5,63 proc.). Znacznie więcej – nawet 7 proc. – można otrzymać na zwykłych lokatach.

Niechlubnym rekordzistą jest Bank Pocztowy, w którym oprocentowanie rośnie w kolejnych miesiącach z 0,1 proc. do... 0,65 proc. (średnie wynosi 0,38 proc.).

Depozyty progresywne mają jednak zaletę – gwarantują większą płynność.

– Na zyski nie musimy czekać do końca inwestycji, bo odsetki wypłacane są po każdym miesiącu – mówi Monika Szlosek z Deutsche Bank PBC.

– Gdy zerwiemy tradycyjną lokatę na kilka dni przed jej zakończeniem, to dostaniemy zwrot kapitału i w najlepszym wypadku niewielkie odsetki. Jeśli przed czasem zerwiemy lokatę dynamiczną, to dostaniemy odsetki za miesiące, w których pieniądze leżały na lokacie – mówi Mateusz Ostrowski.

Ta przewaga znika jednak, gdy porównanym depozyty progresywne z kontami oszczędnościowymi. Tu także można w każdej chwili wycofać pieniądze z naliczonymi odsetkami, które mogą sięgać 6 proc. w skali roku, przy czym oprocentowanie, inaczej niż w przypadku lokat, jest zmienne.

OPINIA

Jacek Santorski

psycholog biznesu

Jacek Santorski, psycholog biznesu

Niewielu ludzi w sposób analityczny podchodzi do komunikatów o wysokości oprocentowania. Dlatego większość reklamodawców używa haseł i metafor. Oprocentowanie, jakie podaje się w przekazie reklamowym, np. 8 czy 12 proc., choć obowiązuje tylko w ostatnim miesiącu, pozostaje w pamięci. W mózgu trafia nie do tych struktur, w których dokonują się zestawienia i porównania, ale do tych, które reagują na hasła. Uważamy się za racjonalnych, ale okazuje się, że nawet przedsiębiorcy i menedżerowie podejmują decyzje na podstawie pierwszego wrażenia. Jesteśmy do bólu nieracjonalni, a przy tym przewidywalni. Dopóki jako konsumenci nie nauczymy się tych mechanizmów, będziemy ulegali takim złudzeniom.