ROZMOWA

DARIUSZ CIEPIELA

Wprowadzono obowiązek sprzedaży części energii na giełdzie. Czy takie częściowe rozwiązanie jest dobre dla rynku?

GRZEGORZ ONICHIMOWSKI*

Mamy poczucie sukcesu. Problemy, jakie podnosiliśmy, zostały zauważone. Pomimo wielkich oporów został wypracowany kompromis w tej sprawie. Zdecydowano się na model rynku, gdzie nie ma pełnego obowiązku sprzedaży energii na giełdzie, lecz gdzie określono pewną ilość energii, którą trzeba sprzedawać poprzez giełdę. Dotyczy to dwóch przypadków: kiedy wytwórca otrzymuje pomoc publiczną, i wtedy musi tak sprzedawać 100 proc. energii. We wszystkich pozostałych przypadkach limit energii oferowanej publicznie jest określony i wynosi od 20 do 50 proc., z czego określona część (15 proc. całości) poprzez giełdę. Taki model jest korzystny, ponieważ pomaga w kreowaniu referencyjnej ceny energii i powoduje, że rynek jest dużo bardziej transparentny. Jednocześnie nie wyklucza innych form zawierania transakcji i nie hamuje rozwoju spółek brokerskich i spółek obrotu energią. To kompromis pomiędzy modelem zapewniającym największą transparentność, bardzo sztywnym administracyjnie, obowiązującym w Hiszpanii i Włoszech, gdzie handel na giełdzie jest de facto obowiązkowy, a modelem niemieckim. Trzeba zauważyć, że nie jesteśmy rynkiem otwartym, takim jak niemiecki, lecz autarkicznym, zamkniętym, gdzie dominuje kilka grup, których siła rynkowa jest olbrzymia w zderzeniu z bardzo słabą pozycją odbiorców. Dlatego trzeba było zdecydować się na rozwiązania administracyjne aby pozycje skonsolidowanych grup energetycznych i odbiorców zrównoważyć.

Czy odbiorcy końcowi będą chcieli korzystać z giełdy, czy będą woleli korzystać z usług pośredników?

Odbiorcy będą raczej kupowali energię na giełdzie za pośrednictwem pośredników. Warto zadać pytanie, jacy to będą pośrednicy i jak pośrednicy będą korzystali z giełdy. Nowe rozwiązania zaproponowane przez prezesa URE zmierzają w kierunku wejścia na rynek również pośredników finansowych, domów maklerskich, które będą w imieniu odbiorców końcowych występowały na rynku. Chętnych na to będzie zapewne coraz więcej. TGE zamierza wyjść naprzeciw odbiorcom i uruchomić rynek dużych transakcji pozasesyjnych, które mogą być prowadzone w formie aukcji na życzenie członka giełdy, przez pośrednika występującego w imieniu jednego lub kilku odbiorców końcowych.

Można spotkać opinie, że obecnie zasady rozliczeń i zabezpieczeń na TGE są zbyt kosztowne.

Mówimy o rynku bezpiecznym, który gwarantuje wykonanie transakcji. Koszty zabezpieczeń na TGE są dwukrotnie niższe niż w przypadku przetargów ogłaszanych np. przez spółkę PGE Elektra. Mówiąc o kosztach zabezpieczeń, trzeba pamiętać o sytuacji finansowej firm zawierających transakcje. Firmy energochłonne posiadają często kiepski standing finansowy, kilka firm energetycznych przekonało się już, że na współpracy z takimi przedsiębiorstwami można stracić. TGE jest niewielką firmą, więc musimy posiadać pełne zabezpieczenie finansowe i dlatego naszym zadaniem jest znalezienie środka pomiędzy komfortem uczestników a bezpieczeństwem obrotu.

Pojawiają się opinie, że zarząd TGE powinien brać pod uwagę opinie uczestników rynku. Zgadza się Pan z tą sugestią?

Wszystkie wprowadzane rozwiązania konsultowane są z naszymi klientami, jesteśmy w ciągłym dialogu z członkami giełdy. Jednak każdy patrzy na problem ze swojego punktu widzenia. Zarządy spółek obrotu mówią czasami, że zarząd TGE coś wprowadził, a z nimi tego nie konsultował lub konsultował, ale oni byli temu przeciwni. Jednak kiedy z perspektywy czasu przeanalizujemy stanowiska różnych podmiotów, to się okazuje, że były one diametralnie różne i musieliśmy je wyważyć pomiędzy wszystkimi uczestnikami rynku. Chcemy działać przy podniesionej kurtynie i dlatego m.in. zdecydowaliśmy się podawać do publicznej wiadomości wyniki ankiet, jakie przeprowadzamy. Będzie można wówczas skonfrontować je z naszymi decyzjami i wiedzieć, kiedy naprawdę poszliśmy pod prąd.

Zarząd TGE jest otwarty na propozycje zmian i wdrożeń nowych rozwiązań, mamy wystarczająco elastyczne narzędzia informatyczne, aby z podpowiedzi korzystać. Na pewno nie zaniedbamy żadnego sygnału, że wprowadzenie danego instrumentu poprawi płynność na giełdzie.

*Grzegorz Onichimowski

prezes Towarowej Giełdy Energii